To jedna z najpiękniejszych historii, na jakie ostatnio trafiłam. Zdecydowana kandydatka do najlepszej książki roku w moim prywatnym rankingu. I jedna z powieści, na której wzruszyłam się do łez, choć od dawna mi się to już nie zdarzyło.


W tym młodym, tryskającym energią tłumie poczuł się bardzo, bardzo stary. Ci młodzi ludzie patrzyli śmiało w przyszłość myśląc, że mają przed sobą całe życie. Nie wiedzieli, że mija ono w mgnieniu oka*.
Mam wrażenie, że w którymś momencie powieści ze starszym, doświadczonym przez życie bohaterem stały się pewnym trendem w literaturze i wciąż mają się bardzo dobrze. Była już Esther, Mathea, która jest tym mniejsza, im szybciej idzie i ponadstuletnia Rose gotująca Himmlerowi. Było też wiele postaci, o których jeszcze nie miałam okazji poczytać, ze stulatkiem wyskakującym przez okno na czele. Teraz zaś przyszła pora na Arthura Peppera, który odkrywa tajemnice swojej żony. Można by przypuszczać, że to w końcu zacznie nudzić, przecież ile można o tym samym, ale jednak… mam jakąś dziwną słabość do tych bohaterów, a Arthur ujął mnie szczególnie.
Myślę, że ludzie, którzy tracą kogoś bliskiego, reagują na dwa sposoby. Jedni trzymają się kurczowo przeszłości, inni otrzepują ręce i żyją dalej**.
Arthur Pepper ma sześćdziesiąt dziewięć lat i właśnie mija rok odkąd odeszła jego żona. Wydawać by się mogło, że to wystarczająco dużo czasu, by pogodzić się z czyjąś śmiercią, ale Arthur wciąż kultywuje stare nawyki, które przypominają mu, a właściwie pozwalają na kurczowe trzymanie się przeszłości. Czasu, kiedy Miriam była jeszcze przy nim. Pewnego dnia postanawia jednak uporządkować rzeczy żony i wtedy trafia na tajemniczą bransoletkę, której nie widział u Miriam przez czterdzieści lat szczęśliwego, jak mu się dotąd wydawało, małżeństwa. Zaś każda z zawieszek do niej przyczepionych prawdopodobnie oznacza pewien etap w życiu jego drugiej połówki. Życiu, o którym nigdy nie mówiła, przeszłości, której Arthur zupełnie nie zna.
Wiadomo, można by to zostawić, bransoletkę oddać albo sprzedać i więcej nie zaprzątać sobie nią głowy. Arthur decyduje się jednak odkryć to, co symbolizują poszczególne zawieszki i wyrusza w podróż, która całkowicie odmieni jego życie. Indie, Paryż, Londyn… Co Miriam robiła w tych miejscach? I właściwie dlaczego Arthur nigdy o nich nie słyszał?
Nie powinien był ruszać w tę podróż. Jego nudne życie wydawało się teraz luksusową oazą spokoju w porównaniu z tym szaleństwem skrajnych emocji i zdarzeń***.
Można i przeszłość jest nieistotna, może nie warto zaprzątać sobie głowy tym, co się zdarzyło, może nie powinno się grzebać w historiach, które już dawno się zakończyły, ale w przypadku bohatera powieści Phaedry Patrick, dopiero odkrycie przeszłości jego żony, która może powinna zostać nieodkryta, bo w pewnych momentach zdaje się ona Arthura nawet nieco przerastać, pozwala mu na zrozumienie wielu rzeczy. To dzięki poznaniu ludzi, których ona znała i zdarzeń, które dane jej było przeżyć, odkrywa kim naprawdę była Miriam, kim jest on sam, co jest w życiu ważne i jak wiele szczęścia od losu otrzymał. To wszystko zaś pomaga mu w odbudowaniu więzi z dziećmi, od których, po śmierci żony, jeszcze bardziej się oddalił.
Arthur zastanowił się, jak to możliwe, że wspomnienia są tak ulotne i z czasem wyglądają tak różnie. Zapomina się o czymś, a potem do tego wraca, coś się uwydatnia, a coś tonie w mroku, pod wpływem nastroju****.
Fakt, że cała akcja książki skupia się wokół Arthura i jego poszukiwań, ale tak naprawdę każdy z bohaterów, których spotyka on na swojej drodze ma swoją własną, niepowtarzalną historię. Zaczynając od tej najbliższej, czyli jego córki, która w pewnym momencie doświadczyła tyle nieszczęścia, że pewnie mało kto byłby w stanie go znieść, poprzez sąsiadkę, która, by zapomnieć o własnej stracie, bierze pod skrzydła ludzi podobnych sobie, beznadziejne przypadki, niepotrafiące uporać się z żałobą, aż do tych, których na swej drodze spotyka zupełnie przypadkowo i których pewnie nie spotka nigdy więcej. A wśród nich jest mężczyzna pozostający w dwóch związkach na raz, niepotrafiący zdecydować, którą drogą powinien podążyć, młody homoseksualista, który właściwie trochę przypadkowo znalazł się w sytuacji bez wyjścia, albo może z wyjściem, którego jednak nie potrafi sam odnaleźć, oraz były narkoman pragnący za wszelką cenę zostawić przeszłość za sobą i przywracający Pepperowi wiarę w ludzi.
– Dzisiaj kłopot polega na tym – powiedział – że jest za duży wybór. Za czasów mojej młodości człowiek był wdzięczny za to, co dostaje. Cieszył się, jak mu podarowali skarpetki na Gwiazdkę, a teraz młodzi ludzie chcą mieć wszystko. Telefon to mało, musi być najlepszy, powinien śpiewać i tańczyć. Chcą komputerów, domów, samochodów, chcą jeść i pić na mieście*****.
Phaedra Patrick nie odkrywa przed czytelnikiem w zasadzie nic wyjątkowego, a tylko przypomina, że aby zaakceptować i naprawdę pokochać drugą osobę, z jej przeszłością czy też bez niej, znając jej tajemnice czy też chroniąc się przed nimi, trzeba przede wszystkim zaakceptować i zrozumieć samego siebie. Nic nowego, a jednak podane w takiej formie, że właściwie od pierwszych stron urzeka, bawi, wzrusza i sprawia, że zwyczajnie przywiązujemy się do bohaterów i ciężko nam się z nimi rozstać.
– Poznałem ją i od razu wiedziałem, że to kobieta, którą chcę poślubić.
– Naprawdę? Mów dalej…
– Kiedy z nią byłem, nie chciałem być z nikim innym. Nigdy nie rozważałem, czy jest tą właściwą osobą, bo nikogo innego nie było. Podobało mi się zwyczajne życie z nią. Poznaliśmy się, kiedy miałem dwadzieścia sześć lat, ona była o rok młodsza. Trzymaliśmy się za ręce, spacerowaliśmy, całowaliśmy się. Cały czas myślałem tylko o niej. Nigdy nie obejrzałem się za inną. Zaręczyliśmy się i pobraliśmy niecałe dwa lata od pierwszego spotkania. Tak jakbym szedł niewidzialną ścieżką, która została mi już dawno wytyczona. Były inne drogi, wiodące w różnych kierunkach, ale ja nigdy nie zastanawiałem się, dokąd mogłyby prowadzić. Po prostu szedłem naprzód******.
Przepiękna opowieść. Polecam z całego serca.
Phaedra Patrick, Osobliwe szczęście Arthura Peppera, Warszawa, Wydawnictwo Albatros 2016
*s. 230
**s. 31
***s. 164
****s. 292
*****s. 121
******s. 118