Znacie Matyldę? Nie? To koniecznie poznajcie, bo to dziewczynka w każdym calu wyjątkowa. Gdy ojciec odmówił jej kupna książki, zaczęła sama chodzić do biblioteki, w wieku pięciu lat czytała Dickensa, Hemingwaya, Steinbecka i Orwella, a zanim poszła do szkoły znała tabliczkę mnożenia, ba, potrafiła mnożyć liczby tak skomplikowane, że większość z nas w życiu nie poradziłaby sobie z nimi bez kalkulatora. Rodzice powinni być dumni, prawda? Ale nie rodzice Matyldy. Ci zamiast dostrzec i rozwijać talenty córki, woleli całe dnie wgapiać się w durne telewizyjne programy. Zaś każda próba Matyldy, by zwrócić na siebie uwagę kończyła się raczej klęską, ale i z tym dziewczynka zaczęła sobie radzić, a za każdą przykrość odpłacać jakimś niewybrednym żartem.

Powieść Roalda Dahla zachwyci zarówno młodszego, jak i starszego odbiorcę. Jest zabawnie, nie tylko ze względu na opisywane wydarzenia, ale chyba głównie za sprawą mocno przerysowanych bohaterów, i z całą pewnością nie nudno. A ilustracje Quentina Blake’a świetnie dopełniają całość.
Dyrektorka szkoły, której strach się bać, rodzice, którzy totalnie w nosie mają własne dziecko, biedna jak mysz kościelna nauczycielka, która jako jedyna dostrzega w dziewczynce widoczny przecież na pierwszy rzut oka geniusz. No i ona, Matylda, pięciolatka znacznie inteligentniejsza niż jej rówieśnicy, zdecydowanie wybijająca się na ich tle, bystra, a przy tym bardzo skromna, potrafiąca samą siłą woli przenosić przedmioty, niezwykłym sprytem pokonać demoniczną pannę Trunchbull i nieść pomoc tym, którzy naprawdę tego potrzebują. Nie znacie jej? To poznajcie. Najpierw w wersji książkowej, potem filmowej. I pokochajcie, bo już nie będziecie mieli wyjścia.
Roald Dahl, Matylda, Kraków, Wydawnictwo Znak 2016