Jak dobrze, że moja znajomość z książkami Schmitta nie zaczęła się od Sekty egoistów, bo pewnie na tym by się też zakończyła. Choć widać tu pewne cechy charakteryzujące późniejsze utwory tego francuskiego pisarza, z żalem przyznaję, że jego debiut stanowi jednocześnie jego zdecydowanie najgorszą książkę. Jeśli dopiero planujecie zacząć przygodę z tym autorem, błagam, nie zaczynajcie od tej pozycji.

SektaEgoistow

Gérard to znudzony swoimi dotychczasowymi badaniami naukowiec, który pewnego dnia podczas przeglądania przypadkowych książek trafia na wzmiankę o Gaspardzie Languenhaertcie XVIII-wieczonym filozofie, o którym świat zdaje się zupełnie zapomniał. Poszukiwanie kolejnych tropów, rozwiązanie zagadki, dotarcie do tytułowej Sekty Egoistów, założonej swego czasu przez Gasparda, staje się dla Gérarda prawdziwą obsesją. Obsesją sprawiającą, że zaniedbuje dotychczasową pracę, dom i samego siebie i powoli prowadzącą w dość niebezpieczną stronę.

Poza dość nawet interesującymi poszukiwaniami prowadzonymi przez głównego bohatera, zostajemy dosłownie zalani przez autora filozoficznymi dysputami i religijnymi rozważaniami, co mnie niestety totalnie wynudziło. I choć zakończenie książki zdaje się nieco bronić całość, to jednak trochę żal mi tego czasu, który poświęciłam na dotarcie do niego.

Éric-Emmanuel Schmitt, Sekta Egoistów, Kraków, Wydawnictwo Znak 2015