Kolejna z autobiograficznych powieści Romy Ligockiej wywołuje przygnębienie równe temu, które towarzyszyło nam przy czytaniu Dobrego dziecka. Nie jest to już może lektura wywołująca tyle emocji, co Dziewczynka w czerwonym płaszczyku (do której wciąż chcę wrócić, ale się boję), ale nadal boli, nadal uwiera, nadal sprawia, że głęboko współczujemy kobiecie, o której autorka pisze. Kobiecie, z którą sama ma wiele cech wspólnych.
Widzę ją tylko z zewnątrz. Widzę dziecko, marznące, szukające ciepła, nieumiejące się przytulać, a właśnie tego przytulania, dotyku, tak bardzo jest spragnione. Dziecko. Szamoczące się jak ptak, próbujące odlecieć na skrzydłach, które jemu samemu wydają się kruche i niepewne. Zamykam się, aby pisać w samotności, aby z oddalenia śledzić dziewczynę, którą byłam, którą już nie jestem i która nigdy nie odnalazła drogi do domu.*
Roma dorasta, wkracza w wiek dorosłości, staje się kobietą poszukującą nowych doświadczeń, pierwszych uczuć, swojego miejsca w świecie, samej siebie. Staje się kobietą, której sama ma momentami dosyć i która podejmuje czasem zbyt pochopne, czasem nietrafione, a czasem zwyczajnie głupie decyzje. Kobietą, którą Roma dzisiejsza, starsza, bogatsza w doświadczenie, znacznie życiowo mądrzejsza, chciałaby przed wieloma rzeczami ostrzec, co ujawnia się w monologach Romy starszej do Romy młodszej. Takich monologów znajdziemy mnóstwo na kartach tej książki i jednocześnie to właśnie one zrobią na czytelniku największe wrażenie. Są mostem łączącym przeszłość i teraźniejszość i szkoda tylko, że dziewczyna z przeszłości, dopiero dziś, po wielu latach, może liczyć na mądrość tej dzisiejszej Romy, może gdyby miała jej wsparcie także wtedy, uchroniłoby to ją przed wieloma nierozsądnymi decyzjami i uczyniło jej życie znacznie szczęśliwszym, a przynajmniej łatwiejszym.
Kiedy dziś o tobie myślę, wiem, że wychowałaś się bez kolorów. Świat wojny, getta, okupacji rzeczywiście pozbawiony był barw, może nie był czarno-biały, ale na pewno był szary. Szara była rzeczywistość powojenna, szare były i znoszone ubrania mężczyzn, szare jak włosy twojego ojca, który osiwiał w więzieniu, mając trzydzieści dziewięć lat. Szara była ulica, szarością zimowych płaszczy i swetrów. Szare były twarze ludzi, szczególnie kobiet, stojących w kolejce po wszystko – cukier, masło, buty.**
Droga Romo to książka bolesna, bo i jakoś mało było tych radości w życiu dojrzewającej Romy. To opowieść o wchodzeniu w dorosłość, o pierwszych wyborach, o miłosnych zauroczeniach, o źle ulokowanych uczuciach. Roma Ligocka przedstawia nam dziewczynę, którą być może kiedyś była i którą chciałaby dziś wielu rzeczy nauczyć, przed wieloma decyzjami ją powstrzymać, w wielu przypadkach wskazać inną ścieżkę. Autorka pokazuje blaski i cienie, a właściwie zwłaszcza cienie związku z alkoholikiem, który był tym pierwszym naprawdę pokochanym. Związku, który nie mógł się udać, który od początku był skazany na porażkę, a przed którym dojrzała dziś Roma chciałaby tamtą, sprzed kilkudziesięciu lat, młodziutką Romę uratować. Źle ulokowane uczucia, trwanie przy tym, który na to nie zasługuje, wyniszczanie się na własną prośbę, bo może będzie lepiej, bo może on się zmieni, bo może będzie pięknie… Jaka szkoda, że nikt wtedy nie wziął jej za rękę, że nikt nie powstrzymał jej przed coraz głębszym wchodzeniem w ślepy zaułek.
Najnowsza powieść Ligockiej to również historia trudnych relacji z matką, z którą nie mogąc się dogadać, nie potrafiąc znaleźć nici porozumienia, w końcu całkowicie traci się kontakt albo ogranicza go do zdawkowych wymian uprzejmości. Także na tym polu młoda Roma nie miała zbyt wiele szczęścia, to dziwna współzależność, ograniczająca się do wzajemnych pretensji, do oskarżeń branych znikąd, do narastającego poirytowania obecnością tej drugiej. Momentami widać pomiędzy obydwiema kobietami matczyną miłość, przywiązanie córki, troskę o tę drugą i tylko żal, że obydwie mają ogromne trudności z okazaniem tych pozytywnych emocji.
To dobrze, Romo, że jesteśmy razem, że pozwoliłaś mi zostać tą samą dziewczyną, która wszystko traciła, ale nigdy nie zgubiła siebie. Może nie ma naprawdę starości dla nas, a może w ogóle jej nie ma? Jest tylko młodość z inną twarzą? Wiesz już, że nie zamknęłaś wtedy swego życia żadnym happy endem, nie zamkniesz i dziś. Nauczyłaś się znosić ból, padać, podnosić się, jakby twoje życie było areną sztuki walki, której tak bardzo nie chcesz przegrać…
Bolesna, poruszająca, zmuszająca do przystanięcia, ale z pewnością warta przeczytania jest najnowsza powieść Romy Ligockiej.
Roma Ligocka, Droga Romo, Kraków, Wydawnictwo Literackie 2014
*s. 33-34
**s. 94-95
***s. 234