Ma długie nogi utrudniające mu zabawę w chowanego, tysiąc pomysłów na minutę, młodszego brata zwanego Bracholem, przyjaciela znalezionego na strychu i babcię, która robi najlepsze pączki na świecie. Mieszka w maleńkim pokoiku, wydzielonym z części kuchni, pisze listy do Smutnego Pana, który zawsze występuje w telewizji w ciemnych okularach i wojskowym mundurze*, nie przepada za lekcjami religii, a gdy on lub jego Brachol zacznie psocić w kolejce, może to znacznie ułatwić zakupy. Któż to taki? Longin, a dziś Marcin Prokop, który w zabawny sposób wspomina swoje dzieciństwo w PRL-u z perspektywy dziesięcioletniego chłopca, jakim wówczas był.

JegoWysokoscLongin

Czasy PRL-u kojarzą nam się z szarym otoczeniem i smutnymi ludźmi próbującymi się odnaleźć w tym, co zgotowali im zasiadający na najwyższych stołkach, a jednak rzeczywistość opisywana przez Prokopa wcale szara i smutna nie jest. Dzieciństwo, do którego wraca pamięcią pełne jest barw, małych radości odnajdowanych w zaskakujących miejscach, rzeczy, z których każda jedna może stać się przyczynkiem do podjęcia fascynującej zabawy, przeżycia niezapomnianych przygód. Ile adrenaliny może wprowadzić w życie przejechanie się windą? Jak fascynująca okazuje się wycieczka do Centralnego Domu Towarowego? Jak pyszny może okazać się chleb z cukrem? I czy ktoś dzisiaj jeszcze to zrozumie?

Jego wysokość Longin to nie żadne arcydzieło, ale książka, która przypadnie do gustu całej rodzinie, tym młodszym zapewniając chwile rozrywki, na tych starszych zaś działając sentymentalnie i wzbudzając w nich kilka miłych wspomnień, a przy tym przywołując obrazy z ich własnego dzieciństwa. Jej wspólne czytanie może natomiast stać się początkiem fascynujących rozmów.

Marcin Prokop, Jego wysokość Longin, Kraków, Wydawnictwo Znak 2014

*s. 32