Maryla ma trzydzieści trzy lata, lekką nadwagę, niesatysfakcjonującą pracę w charakterze teatralnej suflerki, szefa z kompleksem Napoleona, kilka niespełnionych ambicji, trzy niezdane egzaminy do szkoły teatralnej za sobą, babkę-celebrytkę spotykającą się z instruktorem fitnessu i Kocurka, znaczy kochającą koty matkę-psychiatrę wiecznie doszukującą się u córki objawów coraz to nowszych zaburzeń. Ma też dwie nie do końca normalne, niezbyt szczęśliwe, ale chętnie pocieszające ją i siebie przy kieliszku (no dobra, butelce… ekhm, kilku butelkach) wina przyjaciółki, byłego chłopaka, który nagle zrozumiał jaki błąd popełnił opuszczając ją i… nowego adoratora, którego za nic nie potrafi rozgryźć. Całkiem sporo jak na jedną babkę, prawda? Nic więc dziwnego, że jej dni to wieczna walka. O to, żeby mimo wiecznych spóźnień nie stracić pracy, bez większego wysiłku zrzucić choć kilogram, wbrew ilości wypitego alkoholu nie budzić się kolejnego dnia z kacem, pozbyć się byłego, zatrzymać przy sobie niedoszłego, a przede wszystkim zmusić matkę i babkę do tego, by jakimś cudem oddały klucze i przestały ją wiecznie nachodzić w jej własnym domu.

Katarzyna Terechowicz i Wojciech Cesarz powołali do życia sympatyczną, choć nieco rozchwianą emocjonalnie bohaterkę, z którą utożsami się pewnie niejedna czytelniczka. Sytuacje, w jakich ją stawiają są momentami nieco schematyczne, momentami wywołują wrażenie deja vu, bo gdzieś tam to wszystko już było, wiemy też właściwie do czego to wszystko dąży, ale to nie zmienia faktu, że jest lekko, przyjemnie i po prostu dowcipnie. Przy okazji gdzieś pod pozorem zabawnych scenek i niewymuszonych żartów, autorzy starają się przemycić też istotny problem, jakim są toksyczne relacje rodzinne. Maryla, wychowywana bez męskiego wzorca, w każdym potencjalnym kandydacie na partnera widzi oszusta, który prędzej czy później skaże ją na cierpienie, zaś tłamszona przez matkę, nazbyt opiekuńczą, wiecznie porównującą ją do córki przyjaciółki i oczywiście robiącą wszystko dla jej dobra, nie potrafi dostrzec własnej wartości. 

Bądźmy jednak szczerzy, Czego pragnie Maryla to najzwyklejsze czytadło z niezbyt skomplikowaną fabułą, z rodzaju tych, które szybko się czyta i o których jeszcze szybciej zapomina. Ale to też przy okazji niegłupia i całkiem zabawna książka, przy której miło spędza się coraz zimniejsze wieczory. Jeśli odpuścicie sobie jej czytanie, to tak naprawdę nie stracicie wiele, ale możecie też, tak jak ja, zaparzyć sobie ciepłą herbatkę, dodać kawałek imbiru i plasterek pomarańczy, a potem poznać Marylę. W gruncie rzeczy to całkiem fajna babka.

Katarzyna Terechowicz, Wojciech Cesarz, Czego pragnie Maryla, Warszawa, Prószyński i S-ka 2012