Przede mną jeszcze co prawda druga część przygód sióstr Sucharskich, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby w międzyczasie nie sięgnąć po najnowszą powieść Olgi Rudnickiej, dla mnie (bałam się to napisać po pierwszej przeczytanej książce, ale po drugiej sama sobie udzielam stosownego pozwoleństwa) prawdziwej mistrzyni w swoim gatunku. 

Filip Nadziany i Krystian Dziany mają niesamowitego pecha, przy czym od razu trzeba zaznaczyć, że żaden z nich nie należy do, skądinąd dość uroczego, ale często lekko denerwującego, typu ofermy, czy też totalnej życiowej niedojdy, której wszystko leci z rąk. Kiedyś koledzy ze szkoły policyjnej, dziś spotykają się ponownie w dość… niespodziewanych okolicznościach. Ten pierwszy po, hmm, że tak powiem, małej aferce o zabarwieniu erotycznym, postanawia zaszyć się w maleńkiej wioseczce, gdzie nikt go nie zna i być może nie widział jego kompromitujących zdjęć. Drugi z powodu nieco wstydliwego incydentu w pracy, postanawia z niej zrezygnować i rozpocząć na własną rękę działalność detektywistyczną. W rozkręceniu której pomoże mu ten trzeci – Gianni, mężczyzna, na którego widok płeć piękna mdleje, a ta nieco brzydsza zaczyna trzymać się na baczności, mężczyzna, o którym krążą legendy, nie tylko w kryminalnym świadku i mężczyzna, który dostarczy Krysiowi pierwszą sprawę, do rozwiązania której sprowadził go z samych Włoch boss jednego z gangów. 

Jak z powierzonym mu zadaniem poradzi sobie detektyw ledwo rozpoczynający karierę, dlaczego ktoś wykorzystuje nazwisko nieżyjącego od lat dziadka Nadzianego, czego można dowiedzieć się na poczcie i jaką rolę w całej tej zakręconej historii odegra urodziwa, acz twarda, odważna i niezależna właścicielka wiejskiego pensjonatu? Przeczytajcie!

Zanurzcie się w ten świat gangsterskiego półświatka, w którym w(y)padki zdarzają się nader często, pewną dziewczynę ratuje Polak o włoskim temperamencie, a gangsterzy mają niemałe problemy… z własnymi dziećmi, stając się albo słodcy jak cukierek na każde skinienie ukochanej córeczki albo totalnie wściekli z powodu gamoniastego syna, który nigdy w życiu nie będzie w stanie zająć się imponującym dorobkiem tatusia.

Fartowny pech to pełna pomyłek, żartów sytuacyjnych i językowych, świetnie wykreowanych postaci, a przede wszystkim dobrego humoru, komedia kryminalna, którą czyta się z niekłamaną przyjemnością, raz po raz wybuchając śmiechem. Może nie aż tak dobra jak Natalii 5, bo je ciężko będzie przebić, ale naprawdę warta poświęconego na nią, niestety bardzo krótkiego, czasu. Tak jak pokochałam siostry Sucharskie, tak kocham Nadzianego, Dzianego i Gianniego. No, może w nieco innej kolejności.

Więc czytajcie moje kochane grzybki, czytajcie, a na pewno nie będziecie żałować! Ba! Będziecie mieli ochotę na więcej!

Olga Rudnicka, Fartowny pech, Warszawa, Prószyński i S-ka 2014