Byłam prawie pewna, że Szkodliwy pakiet cnót okaże się świetnym umilaczem, humor autorki do mnie trafi, fabuła wciągnie i całość będę wspominać z uśmiechem na ustach. No cóż… 

Wszystko zaczyna się od Kaliny i jej zesłania, ale szybko okazuje się, że powieść Zaczyńskiej ma nie jedną główną bohaterkę, a co najmniej dwie, wielu bohaterów drugo- i dalszoplanowych, jakiegoś całkiem współczesnego trupa pośród kilku nieco starszych, a całość wydarzeń ściśle łączy się z tygodniem mody organizowanym w… Siedlcach. Zapowiadało się całkiem nieźle, a wyszło niestety dość przeciętnie.

Chyba największym problemem dla mnie okazały się dwie główne bohaterki, które w pewnym momencie zlały się po prostu w jedno. O ile nie miałam większego problemu z postaciami drugoplanowymi, bo każda z nich miała jakąś cechę charakterystyczną, coś, co nawet bez podania imienia pozwalało mi ją rozpoznać, o tyle Kalina i Daria są dla mnie absolutnie identyczne. Tak samo mówią, tak samo myślą, mają podobne problemy i były takie chwile, że naprawdę nie wiedziałam czy z Markiem rozstała się Daria, czy Kalina, która z nich odeszła od Krzysztofa, która jest siostrą Dominiki, a która przyjaciółką Alicji. Totalna jedność. Za to ogromny minus, plus natomiast za postacie drugoplanowe. Finki nie da się nie kochać, wątek Alicji mocno mnie zainteresował, a i z nim wiąże się chyba największe moje zaskoczenie. I wreszcie kreacja Dominiki – dla mnie absolutnie genialna – jej zagubienie, dążenie do perfekcji, ulokowanie zaufania tam, gdzie nie powinna, oddalanie się od osób, którym naprawdę na niej zależało, chęć wybicia się, a przede wszystkim bycie taką małą dziewczynką cholernie potrzebującą pomocy, a jednocześnie bojącą się jej przyjęcia – świetna, pełna sprzeczności, postać! 

Niestety, Kalina i Daria, jak i nagromadzenie wątków, sprawiło, że zupełnie nie potrafiłam się wciągnąć w tę powieść, załapać odpowiedniego rytmu i po prostu dobrze się bawić czytając, bo wszystko mi się mieszało i czasem potrzebowałam dłuższej chwili na to, by sobie poukładać kto, z kim, kiedy i dlaczego. 

A propos nagromadzenia wątków… Generalnie (ach, ta Kaśka!) Zaczyńska porusza ważną tematykę i każdy wątek osobno stanowi coś wartego uwagi, ale wszystko razem sprawia jednak wrażenie zbyt wielkiego chaosu. Co prawda, jest w tym wszystkim też jakiś plus, bo trudniejsze wątki zostają przeplecione z łatwiejszymi, znęcanie się męża nad żoną zostaje rozluźnione kobiecym wrestlingiem, a toksyczny związek z zaborczym facetem próbą wyswatania córki z byłym księdzem, to stwarza wrażenie odpowiednio rozłożonego napięcia. Niestety, mimo tego, dla mnie Szkodliwy pakiet cnót jest jak taki wielki wór, do którego autorka pakuje i pakuje, i który w pewnym momencie zaczyna pękać, bo okazuje się jednak za mały, a mimo tego pakuje się do niego dalej, z nadzieją, że może wytrzyma. Moim zdaniem nie wytrzymał, a wątków starczyłoby spokojnie na dwie powieści, jak nie więcej, bo mam wrażenie, że mamy tu po prostu wszystko. Światek mody, światek mediów, wątek kryminalny, tajemnicę sprzed lat, patologiczną rodzinę, rozwód rodziców, ojca, który usuwa się w kąt, chociaż nie chce, stalkera, wystawy psów, wrestling, operacje plastyczne, alkoholizm, walkę o własny kąt, toksyczne związki, rozstania, zdrady, powroty, rywalizację siostrzaną i zawodową, chorobę zagrażającą życiu, utratę ukochanej osoby… Każda z tych rzeczy osobno jest szalenie ciekawa, razem tworzą totalny misz-masz, a przez to, że tematów jest tak wiele, mam wrażenie, że żaden z nich nie został odpowiednio zgłębiony, że tylko ślizgamy się po ich powierzchni, a koniec końców żaden nie przyciąga uwagi na dłużej. Szkoda.

Mimo wszystko jest we mnie jakaś taka nadzieja, że może kolejna książka Zaczyńskiej, zapowiadana już na lipiec, okaże się czymś akurat dla mnie.

Mariola Zaczyńska, Szkodliwy pakiet cnót, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2013