Śmierć bliskiej osoby zawsze stanowi ogromny cios. Cios, który boli tym bardziej, jeśli jest to śmierć niespodziewana, nieprzewidziana, pojawiająca się znikąd, nie pozwalająca się z nią oswoić, zabierająca kogoś, z kim nie zdążyliśmy się pożegnać, o kim nie zdążyliśmy dowiedzieć się tego, co byśmy chcieli.
Lion miał zaledwie dwadzieścia jeden lat, plany na przyszłość, całe życie przed sobą. Śmierć przyszła nagle. Nikt się jej nie spodziewał. Ani on, ani jego najbliżsi. Zapalenie opon mózgowych, wyrok, z którym nie można było negocjować. Śmierć, z ramion której żadną siłą nie można było wyrwać ukochanego, jedynego syna. Czy podświadomie pragnął śmierci? Czy dążył do tego? Tego, tuż po odejściu będzie próbował dowiedzieć się jego ojciec, czytając zapiski syna, próbując uzyskać jakiekolwiek informacje od jego psychianalityka. Czy syn miał jakieś problemy, których rodzice nie zdołali zauważyć? Dlaczego odczuwał potrzebę rozmowy z psychoanalitykiem? Czy z jego psychiką działo się coś, z czym nie potrafił poradzić sobie samodzielnie? Dlaczego nie zwrócił się ze swoimi wątpliwościami do ojca? A najważniejsze… Czy w ogóle warto to roztrząsać?

Jak długi jest więc ten czas po czyjejść śmierci, kiedy wszystko zmusza nas do myślenia o zmarłym, kiedy zwykłe wspomnienie jego imienia wywołuje płacz? Sto dni, rok, trzy lata? Warto by to obiektywnie określić. Ile czasu Yanka będzie chwytać moje buty, by wąchać skórę przesiąkniętą moim zapachem? Kiedy nadejdzie ten moment, gdy tata i mama przestaną z nabożeństwem doszukiwać się wszędzie moich śladów? Jak długo będą tak zapamiętale robić to, co wyciska im łzy z oczu? Jak długo będę najważniejszy we wszystkich bez wyjątku chwilach ich życia? To bardzo interesujące pytanie. Tato, przyznaj, że ty także, szlochając, zastanawiasz się nad tym niekiedy, jakbyś, choć to niestosowne, spoglądał ku przyszłości, o której moja śmierć kazała wam zapomnieć.*
Spodziewałam się, że o wszystkich wydarzeniach opowie mi ojciec, który właśnie utracił swoje dziecko, jakie było moje zaskoczenie, gdy po otwarciu książki, w roli narratora przywitał mnie sam Lion. To z jego perspektywy przyglądamy się więc temu, co ma miejsce tuż po jego śmierci. Choć to zabieg stosowany w literaturze przecież nie po raz pierwszy, to jednak w powieści Rostaina czuć pewien powiew świeżości.
Syn to opowieść o stracie, o pogodzeniu się z nią, o powolnym przeżywaniu żałoby, ale też o wychodzeniu z niej i życiu dalej, planowaniu przyszłości bez tego, bez którego nie wyobrażano sobie wcześniej ani jednego dnia. Rostain z ogromną dbałością o szczegóły przeprowadza nas przez chwile, które następują po śmierci. Towarzyszymy rodzicom Liona w szpitalu, na pogrzebie i zaraz po nim. Razem z nimi wspominamy, próbujemy dojść przyczyny, zrozumieć dlaczego, choć to pytanie, które chyba na zawsze zostanie bez odpowiedzi, bo w końcu kto miałby na nie odpowiedzieć?
To, co spotkało rodziców Liona było oczywiście ogromnie niesprawiedliwe, w końcu żaden rodzic nie chce patrzeć na śmierć swojego dziecka, zresztą żaden człowiek tak naprawdę nie chce patrzeć na śmierć swoich najbliższych bez względu na to czy to dziecko, rodzic, przyjaciel czy małżonek, ale jednak nie można nie zauważyć, że gdzieś pomiędzy wierszami tej książki kryje się ogromna nadzieja, optymizm. Rostain pokazuje, że nawet po takiej sytuacji można się podnieść i iść dalej, bez względu na to, co nas spotkało. A może właśnie zwłaszcza ze względu na to.
Michel Rostain, Syn, Warszawa, Wydawnictwo Albatros 2014
*s. 10