Czytając najnowszą książkę Doris Lessing, umocniłam się tylko w przekonaniu, że to proza zdecydowanie nie dla mnie. Zbyt gęsta, zbyt duszna, zbyt męcząca i, co tu dużo pisać, najzwyczajniej zbyt nudna.
Dwie kobiety, tytułowe opowiadanie, gdyby tylko wydać je osobno, jako jedną, zamkniętą całość, bez żadnych zbędnych dodatków w postaci innych utworów noblistki, mogłoby nawet zachwycić.

To opowieść o kobietach, które przyjaźnią się niemal od zawsze. Opowiadanie rozpoczynające się dziwną sceną w nadmorskiej restauracji, jest zapisem retrospekcji, dzięki której poznajemy życie Lil i Roz od ich dzieciństwa, od momentu, w którym stały się nierozłączne aż do teraz, gdy każda z nich w pewien sposób związana jest z synem tej drugiej.
Niby nic w relacjach pomiędzy czwórką bohaterów nie powinno wzbudzać oburzenia, bo przecież wszystko to już było i do wszystkiego zdołaliśmy się przyzwyczaić. Co więc mogłoby czytelnika zniesmaczyć? Wieloletnia przyjaźń pomiędzy dwoma kobietami przybierająca w końcu pewne oznaki uzależnienia? Miłość rozwijająca się pomimo ogromnej różnicy wieku? Zafascynowanie kobietą, starszą, dojrzałą, doświadczoną, przypominającą poniekąd własną matkę? Zdawać by się mogło, że nie ma w tym nic zdrożnego, że to, co mogło zbulwersować kilkanaście lat temu, teraz stało się nam zupełnie obojętne, a jednak jest w tym opowiadaniu coś takiego, co wzbudza podświadomy niemal wstręt i wywołuje nieprzyjemne napięcie.
Drugie z opowiadań, Wiktoria i Staveneyowie to utwór, w którym Lessing zestawia ze sobą dwa zupełnie różne światy. Zderzenie bohaterów o innym kolorze skóry, statusie społecznym i zasobności portfela, jeszcze bardziej uwydatnia bolesne wydarzenia, które staną się udziałem młodziutkiej Wiktorii. Sprawia, że czytelnik niemal przez całe opowiadanie będzie współczuł dziecku, a później już dorosłej kobiecie, które los tak dotkliwie doświadczył. Dziewięcioletnia, czarnoskóra dziewczynka, w wyniku szczęśliwego (a może i nie?) przypadku trafiając do wielkiego, wypchanego bogactwem domu, już do końca życia będzie za owym bogactwem tęsknić. Jak ta tęsknota wpłynie na jej decyzje, gdy po upływie kilku lat znów trafi do domu Staveneyów?
Przyczyna to utwór poświęcony Radzie Dwanaściorga. Narrację prowadzi Dwunasty, ostatni żyjący członek Rady, próbujący dociec powodu upadku fikcyjnych Miast. Wraz z nim czytelnik dochodzi do oczywistych, choć dość bolesnych dla narratora wniosków. Zmiany są nieubłagane, walczyć z nimi nie ma po co. Tak już ten, zarówno wykreowany przez Lessing, jak i nasz rzeczywisty świat ułożony, że starsze pokolenie prędzej czy później odchodzi w zapomnienie, a każde kolejne wprowadza w życie własne zmiany, udogodnienia mające ułatwić im życie. Każdemu z nas ciężko ciężko się z nimi pogodzić, ciężko też dostrzec w tym, co przestaje nam się podobać, własną winę, lepiej upatrywać jej we wszystkich wkoło, co też początkowo stara się robić Dwunasty. Być może gdyby nie osadzenie akcji w fikcyjnych Miastach, stworzenie Rady Dwanaściorga oraz drastyczna zmiana w sposobie narracji uwaga czytelnika nadal byłaby skupiona na tekście. Niestety, Przyczyna zupełnie wybija z rytmu, wywołuje rozkojarzenie, niszczy wrażenie całości i zwyczajnie zaczyna męczyć.
Sprawia też, że Dziecko miłości, ostatnie z zawartych w zbiorze opowiadań, czyta się już bardziej z poczucia obowiązku, z potrzeby skończenia tego, co się zaczęło, niż przez faktyczne zainteresowanie opisanymi w nim wydarzeniami. I choć osadzenie akcji w czasie II wojny światowej, nawiązanie romansu pomiędzy młodym żołnierzem a stęsknioną za odrobiną czułości kobietą oraz pojawienie się dziecka, do którego ten pierwszy nigdy nie będzie miał praw, mogłoby wywołać jakiekolwiek emocje, to już niestety nie wywołuje żadnych.
O ile więc dwa pierwsze opowiadania zawarte w tym zbiorze jeszcze są w stanie czytelnika zainteresować, przykuć jego uwagę na dłużej, o tyle trzecie męczy narracją tak bardzo, że i czwarte, choć znacznie lepsze od poprzednika, zwyczajnie już nuży i czeka się tylko na jego koniec, odnosząc jednocześnie wrażenie, że czyta się tę książkę od wieków i utknęło się w niej chyba już na zawsze.
Recenzja opublikowana na granice.pl
Doris Lessing, Dwie kobiety, Warszawa, Wielka Litera 2013.