Odkąd tylko zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę ją przeczytać.
To historia, która toczy się dwutorowo. Naprzemiennie autor serwuje nam wspomnienia pani Darget, od momentu poznania jej męża i wielkiej miłości, jaka ich połączyła oraz relację z sali sądowej, na którą obydwoje trafili po aresztowaniu Simona Dargeta za gwałt i zamordowanie niewinnej dziewczyny. On jako winny, ona jako świadek i jednocześnie… ofiara.

Żona potwora to przerażający obraz kobiety skrzywdzonej do tego stopnia, że i w niej samej zaczyna kiełkować nieludzkie okrucieństwo. To obraz kobiety, która przez całe życie była nieszczęśliwa, która wiedziała o zdradach swojego męża, ale jednocześnie starała się ich nie widzieć, która dostawała raz za razem sygnały zbrodni popełnionych przez mężczyznę, z którym przecież mieszkała, starając się je umniejszać, zacierać czy całkowicie wypierać z pamięci. Przeraża chora satysfakcja odczuwana przez panią Darget, w chwili gdy jej mąż pobije sąsiada, który przecież sobie na to zasłużył. Przeraża przekonanie o tym, że śmierć sąsiadki się jej należała. Przeraża usilne tłumaczenie, przede wszystkim chyba samej sobie, winy Simona, w momencie gdy zostaje on po raz pierwszy oskarżony o gwałt.
Przez niemal całą lekturę towarzyszyła mi jedna tylko myśl: jak bardzo trzeba być przyzwyczajonym czy nawet uzależnionym od drugiego człowieka, żeby pozwalać traktować się tak, jak pani Darget. Albo jak bardzo trzeba być zastraszonym, by od takiego traktowania zwyczajnie nie uciec. To, jak Simon traktował swoją żonę, jak się do niej odnosił, do czego ją zmuszał przeraża chyba bardziej niż zbrodnie przez niego popełnione. Przeraża tym bardziej, że takie małżeństwa istnieją, że są kobiety, które ze strachu, dziwnego rodzaju przywiązania czy może też zupełnie niezrozumiałej, ale faktycznej miłości, pozwalają swoim mężczyznom na traktowanie ich tak, jak kobieta nigdy traktowana być nie powinna.
Jacques Exper, Żona potwora, Katowice, Sonia Draga 2013.