Nie znam za dobrze twórczości Wiśniewskiego, ale kiedyś mi się to Łóżko przyplątało do domu, już nawet nie pamiętam jaką drogą, więc postanowiłam je w końcu przeczytać. Nie jestem zachwycona, ale w gruncie rzeczy rozczarowana też nie, bo mimo wszystko nie spodziewałam się Bóg wie czego.

To zbiór opowiadań, które ukazywały się już wcześniej to tu, to tam. Tytułowe Łóżko wykorzystał Wiśniewski jako tło do swoich opowiadań. To w nim ludzie śpią, kochają się, kłócą, zdradzają. To w nim przeżywała najpiękniejsze chwile, ale też największe dramaty.

Być może każde z tych opowiadań przedstawione osobno mogłoby zachwycić. Być może nawet wywołać łzy. Niestety, skumulowane razem, zlewają się w jedną, banalna i ckliwą całość, która w efekcie nie wywołuje niczego poza ogromnym znużeniem, bo ileż można o tym samym? 

Każda z bohaterek Wiśniewskiego jest identyczna. Każda ma podobne problemy, podobne myśli, w podobny sposób przeżywa swoją historię. Żadna niczym się nie wyróżnia na tle sześciu innych. Opowieść żadnej z nich nie zapada głębiej w pamięć, mało tego, nie zapada nawet na tyle płytko, by pod koniec lektury pamiętać ich imiona, niestety, bo tak jak same opowiadania, tak i ich bohaterki zlewają się w jedną nudną postać.

Janusz L. Wiśniewski, Łóżko, Warszawa, Świat Książki 2011.