Swego czasu było o tej książce głośno. Później okazało się, że na tylnej okładce znalazł się fragment opinii Kalio, co napełniło mnie nadzieją, bo jeśli jej się coś podobało, to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że i mnie to zauroczy. A jeszcze później, w pewnej księgarni, wzięłam Stokrotki w śniegu do rąk i zaczęłam czytać, tak mocno się wciągając, że postanowiłam zabrać je ze sobą do domu. Po powrocie do domu zaś odłożyłam tę powieść na półkę, stwierdzając, że musi poczekać na odpowiedni, idealny dla niej moment. Bo jak już pewnie większość z was wie, Stokrotki w śniegu, to książka, którą najlepiej przyswaja się w ciepłym pokoju, z kubkiem gorącej czekolady w dłoni, podczas gdy na zewnątrz hula wiatr i pada śnieg.

James Kier to przykład człowieka, którego nie chcielibyśmy spotkać na własnej drodze. Okrutny, bezwzględny, mający na uwadze tylko swoje własne dobro, które to dobro sprowadza się do powiększania własnego kapitału, często kosztem innych, którzy nie bardzo wiedzą albo nie bardzo mogą się bronić. Poznajemy go w momencie, gdy natrafia w gazecie na swój własny nekrolog. To i kilka komentarzy, które rzekoma śmierć Kiera za sobą pociąga, sprawia, że postanawia on zmienić swoje życie i naprawić błędy, które popełnił.
Brzmi banalnie, nie? No i w zasadzie jest banalnie, bo od początku wiemy jak się wszystko potoczy i że bohaterowi uda się to, co sobie zaplanował. Choć może nie do końca.
Evans historię Kiera zbudował z kilku mniejszych opowieści, w których poznajemy ludzi skrzywdzonych przez głównego bohatera. To znaczy tych skrzywdzonych najboleśniej, tych, którzy przez niego stracili wszystko. To pięć osób, u których James będzie próbował odkupić swoje winy. Co zadziwiające każda z nich zareaguje zupełnie inaczej i… reakcja żadnej z nich nie będzie dla Kiera satysfakcjonująca.
Nie jest to lektura ambitna. Wątpię też, by była w stanie zmienić cokolwiek w naszym życiu. Ale czytana w okresie świątecznym wlewa w serducho trochę ciepła i nadziei na to, że ludzie nie są skazani na to, by do końca swych dni podążać ścieżką, którą kiedyś, może zupełnie omyłkowo, sobie wybrali. I że nawet w najgorszym człowieku zawsze pozostaje ten maleńki pierwiastek dobra, który tli się przez cały czas, nawet gdy próbuje się go ze wszystkich stron zagłuszyć.
Richard Paul Evans, Stokrotki w śniegu, Kraków, Wydawnictwo Znak 2010.