Jak to jest nazywać się identycznie jak znany aktor? W dodatku aktor, który zagrał papieża. Wychodzi na to, że nie za dobrze. Wiecznie Cię z nim mylą. I nawet jeśli uda Ci się coś załatwić przez telefon, w końcu i głosy macie podobne, to po zjawieniu się na miejscu, widzisz na twarzach jedno wielkie rozczarowanie, że Ty, to nie On. Jednym słowem… to przechlapane.

Piotr Adamczyk, bohater książki… Piotra Adamczyka, wie o tym doskonale. To facet koło czterdziestki, w dodatku samotny, przeżywający wciąż rozstanie z Marysią Jezus, swą pierwszą miłością, i szukający ukojenia w ramionach innych kobiet. A nie jest z tym łatwo, o nie.

Kobiety w powieści Adamczyka, choć czasem okazują się oschłe i wredne, są jednak lekiem na całe zło. Przy nich (prawie) wszystkie problemy jakby się rozpływają, z nimi można wszystko i choć często wprowadzają w życie niepotrzebne komplikacje, to okazuje się, że mężczyzna bez kobiety jest niczym. 

Pożądanie mieszka w szafie obraca się wkoło tęsknoty. Tej tęsknoty, której nie można wymazać, nie można usunąć, nie można o niej zapomnieć. Ciężko jest żyć samotnie, bez względu na to jakiej jest się płci, bo zawsze czegoś nam będzie brakować. U Adamczyka, wszystko to jakoś łączy się z cielesnością, to nie tylko tęsknota za związkiem jako takim, ale przede wszystkim tęsknota za fizyczną bliskością, może więc się wydawać, że książka będzie przesycona erotyzmem. Jak dla mnie, nie była. To znaczy nie na tyle, by razić czy oburzać, bo te sceny miłosne, z którymi nie każdy autor sobie radzi, wychodzą Adamczykowi uroczo. Albo chociaż zabawnie, a to już przecież sztuka.

Podoba mi się potraktowanie przez Adamczyka tematu prasy, czy mediów w ogóle. Podoba mi się, bo to jest takie prawdziwe. Bo faktycznie jest tak, że na pierwszych stronach gazet znaleźć możemy na ogół totalne pierdoły, które wcale nie powinny nas interesować, a które jednocześnie przyciągają nas jak magnes. Zamiast zająć się tym, co ważne, poświęcamy czas i uwagę na głupotki.

Mam lekki żal, bo gdzieś tam przy końcówce cała akcja zrobiła się dla mnie odrobinę przegadana. Autor za bardzo przekombinował, dodał lekko kryminalny wątek, pokomplikował akcję, a po co, jak było tak dobrze?

No i dlaczego? Aaaach, dlaczego tego Wrocławia było tak mało? Trochę Podwala, trochę Brucknera, trochę Wiśniowej… mało mi, chciałam więcej, bo chciałabym sobie i literacko po tym moim Wrocławiu kochanym pochodzić, ale może następnym razem będzie go więcej?

W każdym razie, jeśli spojrzeć na Pożądanie mieszka w szafie całościowo, to podobało mi się. Nawet bardzo. Fragment, w którym główny bohater, zaproszony do domu pewnej kobiety, która zaczęła go kusić i nęcić, zamiast wykorzystać okazję, poszedł szorować wcześniej przez siebie zabrudzone kafelki, rozbawił mnie do łez. Naprawdę, momentalnie stanęła mi przed oczami taka sierota, co zamiast rzucić się na pannę, dać jej to czego ta najwyraźniej chce, klęczy przy kiblu i czyści te kafelki. Podobny efekt wywołał fragment o wizycie w przychodni w celu zbadania swojej płodności… I kilka innych, ale nie będę odbierać już nikomu przyjemności. Dodam tylko, że w co lepszych momentach nie potrafiłam się powstrzymać i czytałam M., nawet po kilka stron na raz. Zaśmiewaliśmy się przy nich jak norki. 

To zaś co podobało mi się najbardziej, to fakt, że autor bawi się słowem i wyraźnie widać, że sprawia mu to wielką frajdę. Powiem szczerze, potraktowałam tę książkę z lekkim przymrużeniem oka. Czułam, że autor dobrze się bawił przy jej pisaniu. I jednocześnie ja dobrze bawiłam się przy czytaniu. Tak powinno być.

Piotr Adamczyk, Pożądanie mieszka w szafie, Słupsk, Dobra Literatura 2012.