Anatomia.Monotonia to historia pewnego małżeństwa, z kilkuletnim stażem. Małżeństwa, które z góry określiło się jaki wolny związek. Żona przeżywa właśnie bolesne rozstanie z Kochankiem, mąż spotyka się z Sidney, młodziutką kochanką. W którymś momencie On proponuję pewien rodzaj zabawy, układ polegający na tym, że jeśli Vår jeszcze raz pokocha kogoś tak bardzo, jak Kochanka, Lou odejdzie od Sidney. 

Nie jestem w stanie pojąć związku Vår i Lou. Nie widzę w nim małego, nawet najmniejszego sensu, ale… jednocześnie myślę o tym, jak wiele jest takich związków. Identycznych. Związków w których On znudzony dotychczasowym życiem szuka nowych wrażeń i odrobiny czułości u młodszej kochanki. W których Ona pragnie wreszcie być zauważona, zwrócić na siebie uwagę, jeśli nie własnego mężczyzny, to wszystkich wkoło. Tyle, że w odróżnieniu do tych związków Vår i Lou pozostają ze sobą całkowicie szczerzy. Nie ma między nimi fałszu, nie ma ani jednego kłamstwa. Więc właściwie co w tym złego?

Ano to, moim zdaniem, że świadome ranienie siebie nawzajem, opowiadanie o przyjemnościach przeżytych z i przy kimś innym nie jest czymś czego chciałabym kiedykolwiek doświadczyć. Najbardziej zadziwiające w tym wszystkim jest to, że Vår i Lou naprawdę się kochają, że odczuwają zazdrość, że cierpią, gdy są zdradzani, a mimo tego w jakiś dziwny sposób wciąż pragną tego cierpienia. Świadomość tego, że to drugie jest właśnie gdzieś z kimś innym, sprawia im niemal masochistyczną przyjemność.

Niestety, prawda jest taka, że im więcej się czyta tym częstszych doznaje się rozczarowań. Dlatego większość czytelników dochodzi kiedyś do punktu, w którym na serio zaczynają rozważać zerwanie z czytaniem. Ale nie można rzecz jasna wierzyć obietnicom zatwardziałych czytelników. Nie bardziej niż zapewnieniom alkoholików, którzy dopiero co przestali pić. Czy małych dzieci. Głęboko w oczach zaprzysięgłych czytelników twierdzących, że przestają czytać, tli się wciąż maleńki płomyk nadziei. Oczekiwania na tekst, który swym temperamentem skrywanymi niespodziankami i ładunkiem energii zdoła na nowo ożywić zniechęconego lecz nieuleczalnego czytelnika. Nie chodzi o totalnie negatywne nastawienie, ale jednak od czasu do czasu trzeba głośno powiedzieć to, z czego wszyscy czytelnicy tak cholernie dobrze zdają sobie sprawę. Że świat książek jest pełen rozczarowań. W księgarni czy bibliotece napotykamy przede wszystkim na nie. Na mnóstwo rozczarowań. Otaczają nas zewsząd: intelektualna głuchota, obojętność skądinąd niegłupich lecz nie mających nic do powiedzenia ekshibicjonistów, zdolnych pedagogów, zrzędliwych moralistów, powtarzalność i brak odwagi. Problemem jest nie to, że w ogóle nie czytamy gównianych książek lecz, że z poczucia obowiązku, bez mrugnięcia okiem czytamy tyle przeciętnych czy wręcz słabych powieści. Czytamy je od pierwszej do ostatniej strony z czystej potrzeby wiedzy lub dobrej woli. Kiedy pomyślę o tych wszystkich kiepskich powieściach, które przeczytałam od deski do deski, świat zaczyna przypominać mi przygnębiającą literaturę.*

Po usłyszeniu takiej przedmowy, z góry nastawiłam się na coś wielkiego, oryginalnego, na coś łał, co mnie wgniecie w fotel i całkowicie zmieni postrzeganie współczesnych powieści. Całość jednak średnio przypadła mi do gustu. Anatomia.Monotonia okazała się zbyt… monotonna. Ciągle zastanawiam się czy to nie wina tego, że jej nie czytałam, a słuchałam, że nie poświęciłam jej aż tyle uwagi, że nie zawsze mogłam się skupić tak jakby na to zasługiwała, ale jednocześnie tłumaczę sobie, że jeśli książka jest naprawdę dobra to powinna się podobać w każdej możliwej formie. Między nami coś nie zaskoczyło. Mimo zmysłowości, którą Poppy usilnie usiłowała w swej powieści ukazać, zabrakło mi tu tych obiecywanych emocji. Namiętność nie pobudziła zmysłów, zazdrość nie spowodowała kłucia w sercu, nawet przygodny seks z dopiero co poznanym mężczyzną, gdzieś na ulicy, nie wywołał we mnie żadnego z uczuć. Ani podniecenia, ani oburzenia, ani tym bardziej obrzydzenia.

Anna Szawiel kolejny raz sprawdziła się w roli lektora, choć tym razem przeczytała całość aż zbyt poprawnie, zbyt grzecznie. Ale jej głosu słuchało się bardzo przyjemnie. 

Edy Poppy, Anatomia. Monotonia, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B. 2012.

Czyta: Anna Szawiel

Czas trwania: 9 godz. 6 min.

*Fragment przedmowy, spisany ze słuchu, może odbiegać nieco od oryginału.