Czy gdyby miłość była chorobą, chciałbyś się wyleczyć?
Lena żyje w kraju, w którym miłość została uznana za chorobę. W świecie, w którym zakochanie równoznaczne jest z wykluczeniem ze społeczeństwa, zamknięciem na resztę życia w więzieniu, zwanym Kryptą, a w najlepszym przypadku ze śmiercią. Lena żyje w miejscu, gdzie wraz z ukończeniem pełnoletności otrzymuje się remedium, przechodzi zabieg podczas którego człowiek odzierany jest właściwie ze wszystkiego co ludzkie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że młodzi ludzie z niecierpliwością wyczekują tego dnia, który wszystko w ich życiu odmieni, przywróci spokój, sprawi, że do końca życia będą bezpieczni i pozornie szczęśliwi. Tyle, że czasem ktoś ulega zdradliwej sile miłości. Tym razem uległa jej Lena.

Główna bohaterka momentami drażniła. Podziwianiem cudnych, bursztynowych oczu, swoją nieodpowiedzialnością i rozchwianiem emocjonalnym. Ale mimo tego, że to cechy drażniące, postać Leny nie mogłaby właściwie bez nich istnieć. Jak inaczej mogłaby się zachowywać wkraczająca w dorosłość kobieta, która, od urodzenia żyjąc w zamknięciu, nigdy nie doświadczyła odrobiny troski czy czułości ze strony swoich najbliższych. Dla której ciotką, wujkiem czy siostrą mogłaby być każda inna osoba, bo te z którymi żyje pod jednym dachem traktują ją z niemal automatyczną obojętnością. Jedynie przyjaźń z Haną była dla niej nikłym promyczkiem słońca, choć w kraju bez uczuć musiały uważać na wszystko, co mówią, uważać na jakikolwiek dotyk. I matczyna miłość, którą Lena pamięta jak przez mgłę, bo to właśnie jej matka, choć skażona, choć nieczysta, choć zarażona, śmiertelnie chora, zostawiła jej po sobie to, co najważniejsza. Dwa na pozór nic nie znaczące słowa: Kocham Cię.
Świat stworzony przez Oliver przeraża i fascynuje zarazem. To świat pozbawiony nie tylko miłości, ale wszystkich uczuć kojarzących nam się w jakikolwiek sposób ze szczęściem. Tu nie ma przyjaźni, spontaniczności, zwykłej, codziennej radości, a przede wszystkim nie ma wolności. Choć pozornie każdy człowiek ma prawo wyboru czy to męża czy żony, mieszkania czy pracy, to ten wybór w każdym z przypadków pozostaje ograniczony. Życie toczy się według ściśle wytyczonych reguł i lepiej, żeby nikt nawet nie myślał o tym, by te reguły łamać. To wszystko wydaje się nierealne, autorka wydaje się kreować wszystko od podstaw, a mimo tego wystarczy rozejrzeć się dookoła, by dostrzec podobieństwa z naszym, realnym światem. Ilu ludzi idzie ściśle wytyczonym przez innych torem, bojąc się wyjść poza jego granice? Ilu jest tych tylko pozornie szczęśliwych, którzy zamknięci w swoim bezpiecznym światku, boją się zmienić cokolwiek, by tego bezpieczeństwa nie stracić? Ilu z nas chętnie poddałoby się zabiegowi?
Wiedziałam doskonale jakie będzie zakończenie (tak, przeczytałam swego czasu recenzję, w której bardzo dokładnie zdradzono mi jego najistotniejszy moment, przez co, uwierzcie, miałam szczerą ochotę wyrzucić komputer przez okno), a mimo tego tak mną jakoś wstrząsnęło, tak mnie rozkleiło, że miałam ochotę sama sobą potrząsnąć, bo kto to widział, żeby stara baba nad niby całkiem zwykłą młodzieżówką aż tak ryczała. A jednak…
Polecam, bo to naprawdę niezła powieść dla młodzieży, a nie wykluczam, że i starszemu odbiorcy może się spodobać.
Lauren Oliver, Delirium, Kraków, Wydawnictwo Otwarte 2012.