Książki tej szukałam od dawna. Już nawet nie wiem od czego się to zaczęło, czy ujrzałam gdzieś zachęcającą recenzję, czy może biblionetka umieściła ten tytuł w książkach dla mnie polecanych, czy po prostu ktoś znajomy coś o niej napomknął. W każdym razie szukałam długo. W bibliotekach posucha (serio, we wszystkich bibliotekach miejskich, w całym Wrocławiu nie ma ani jednego egzemplarza, przynajmniej według katalogu), w księgarniach jeszcze większa, wśród znajomych też. Możecie więc sobie wyobrazić jak wielka była moja radość, gdy okazało się, że Skrawek błękitu został wędrującą książką biblionetki, bo ktoś postanowił się taką rzadkością podzielić z innymi użytkownikami. 


Sleena to osiemnastoletnia niewidoma dziewczyna mieszkająca z matką-prostytutką i dziadkiem-alkoholikiem. Mimo tego, że nie widzi, a wzrok straciła właściwie przez matkę, w swoim domu traktowana jest jak służąca, na zasadzie przynieś, podaj, pozamiataj. To do niej należą wszystkie domowe obowiązki, a mimo tego dzień za dniem musi słuchać tysiąca obelg ze strony matki, która czasem zresztą dopuszcza się także fizycznej przemocy w stosunku do Sleeny. Pewnego dnia, gdy dziewczyna myśli, że już dłużej nie wytrzyma, jej pracodawca zabiera ją do parku, tam zaś spotyka Gordona, mężczyznę, który jako pierwszy okazuje jej bezinteresowne zainteresowanie, troskę, czułość, a wkrótce i miłość. 

Te momenty spędzane z Gordonem w parku wkrótce stają się jedynym promyczkiem w ponurym życiu dziewczyny. Na nie czeka z niecierpliwością każdego dnia. I one napełniają ją niesamowitą radością. W ogóle mimo wszystkiego co ją spotkało, jest w Sleenie (czy też Selinie) niesamowita radość życia, zadowolenie z każdego najmniejszego drobiazgu i niezwykła ciekawość, której można jej tylko pozazdrościć. Czasem miałam wrażenie, że reaguje na wszystko jak małe dziecko i było mi strasznie szkoda, że przez utratę wzroku, zamknięcie w domu, uniemożliwienie nauki, gwałt w młodym wieku i po części pozbawienie w jej jakiś sposób wolności zabrano Sleenie wszystko to, co w życiu ważne. 

– Czy to twoje ulubione słowo jest tajemnicą? – spytałam. 

– Tajemnicą? Ale skądże! To „tolerancja”. 

– Tolerancja. – Nigdy nie przypuszczałam, że może to być czyjeś ulubione słowo. Byłam zawiedziona. 

– Nie podoba ci się? – Zdziwił się Gordon. 

– „Przyjaciel” jest milszym słowem, cieplejszym – upierałam się. 

– Przyjaźń nie może istnieć bez tolerancji.* 

To właśnie tolerancja stanowi główny temat powieści. I to, że książka została wydana ponad pięćdziesiąt lat temu nie znaczy, że stała się nieaktualna. Jasne, że prześladowania na tle rasowym nie są na porządku dziennym, ale wydaje mi się, że nadal boimy się tego, co obce, niepoznane, co w jakiś sposób inne. W pewien sposób boimy się ludzi o innym kolorze skóry, z innymi wyznaniami, z innymi zasadami, z inną orientacją seksualną. I w pewien sposób wciąż uważamy się wciąż za lepszych od innych, nie przywiązując wagi do tego, jacy naprawdę jesteśmy. Kata bardzo dobrze ukazała to na przykładzie matki Sleeny, Rose-Ann, kobiety, która mimo całego swego zepsucia, mimo zniszczenia życia swojej córce i niszczenia każdej kolejnej chwili, dzień za dniem, mimo nienawiści jaką ją obdarzyła wciąż uważała się wartościowszą, bo w końcu jej skóra jest biała. 

Płakałam z powodu ślepoty mego serca i umysłu, w powodu mego braku tolerancji, z mojej bezsensownej, podłej nienawiści do tego, co nie zasługuje na nienawiść.** 

Pewnie, że spodziewałam się czegoś lepszego, czegoś co mocniej mną wstrząśnie, bo tak już mam, że od tych trudno dostępnych książek zawsze wymagam Bóg wie czego i tworzę sobie z nich w myślach prawdziwe arcydzieła. No cóż… ogromnego wstrząsu może i nie było, ale myślę, że to książka warta polecenia i jeśli będziecie mieli możliwość, to sięgnijcie po nią. Ja natomiast bardzo chciałabym zobaczyć kiedyś film powstały na podstawie książki, czyli W cieniu dobrego drzewa. Pozostaje mi więc mieć nadzieję, że kiedyś to jeszcze puszczą w TV, albo może znów jakaś dobra dusza zechce się podzielić własnym szczęściem.

Elizabeth Kata, Skrawek błękitu, Warszawa, Wydawnictwo Czytelnik 1973.

*s. 59

**s. 204