Pierwsza szkoła, pierwszy wyjazd do ojczyzny ojca, pierwszy chłopak, który pojawia się w domu (i zostaje z niego zresztą czym prędzej przegoniony), pierwsza ucieczka z domu, pierwsza wydana książka. 


Język baklawy. Wspomnienia jest właściwie dokładnie tym, co zawarto w drugiej części tytułu, a więc zbiorem wspomnień. Migawek, najważniejszych wydarzeń z życia Diany Abu-Jaber, sytuacji, które jakoś wpłynęły na jej losy. To czasem historie przyprawiające o dreszcz, na przykład gdy autorka wspomina zabicie, przeznaczonego na obiad, młodego jagniątka. Czasem fragmenty wywołujące współczucie, jak te poświęcone ojcu Diany żyjącemu nadzieją i wiarą w to, że kiedyś dane mu będzie otworzyć własną restaurację z prawdziwego zdarzenia. W większości jednak to wspomnienia, które wywołują uśmiech na twarzy, a czasem i głośne wybuchy śmiechu. Ciężko nie uśmiechnąć się na wzmiankę o ucieczce z domu trzech sióstr, z których dwójka, nim Diana, czyli pomysłodawczyni się obejrzała, została skuszona na szybki powrót do domu. Ciężko nie uśmiechnąć się, gdy Abu-Jaber opisuje jak wraz z babcią udała się do chińskiej restauracji, gdzie dzięki talentowi babki, zostały obsłużone niemalże jak królowe. 

To książka w dużej mierze poświęcona poszukiwaniu własnej tożsamości. Jej bohaterka a jednocześnie autorka, chyba po raz pierwszy doświadczyła swej odmienności w wieku ośmiu lat, gdy będąc w Jordanii, porównywała kolor swej skóry z prawdziwym Amerykaninem i zauważyła, że jest ona jednak trochę ciemniejsza. Trochę ciemniejsza, a więc ciemniejsza na tyle, by się tą Amerykanką nie czuć, mimo lat spędzonych w tym kraju, ale nie aż tak ciemna, by poczuć się w pełni Arabką, mimo pochodzenia jej i jej ojca. Ojca, któremu zresztą też bardzo ciężko jest się pogodzić ze stałą przeprowadzką nie tylko do innego kraju, ale i przecież na zupełnie inny kontynent. Właściwie w każdym pojedynczym rozdziale gdzieś wychodzą te różnice kulturowe, te odmienności amerykańsko-arabskie, w których rodzinie żyjącej na pograniczu tych dwóch kultur ciężko się jakoś odnaleźć. Głownie na przykładzie Buda (czy też Gussa, zależy którym imieniem się posłużymy: arabskim czy amerykańskim), ojca autorki, widać to, że w żadnym z tych krajów nie potrafi się tak naprawdę odnaleźć. Będąc w Ameryce tęskni za swą ojczyzną, za rodziną, za ich obyczajami. Będąc w Jordanii, ma dosyć wylewności swych braci i sióstr, zaczyna się w jakiś sposób gubić, pragnie jednak powrócić do ojczyzny żony. 

W swojej książce Diana Abu-Jaber niejednokrotnie też udowadnia jak ważne w naszym życiu jest jedzenie i jak istotne jest to, co podamy swojej rodzinie lub swoim gościom w zależności od miejsca i okazji. Za przykład niech posłuży chociażby tytułowa poetyczna baklawa, podana przez ciotkę Diany Ayę, dzięki której udało się wreszcie pogodzić od dawna skłóconych ojca i córkę. Jedzenie bowiem działa na nas łagodząco, pobudzająco, motywująco. Sprawia, że mamy ochotę wdać się w długą dysputę albo wręcz przeciwnie, zamknąć się w sobie. To wszystko widać w Języku baklawy, nad którym w trakcie czytania zdają się unosić intensywne zapachy i aż żal, że nie dane nam jest poczuć rozpływającej się w ustach kapusty z jagnięciną lub chrupiącego, idealnie wysmażonego falafela. Chyba, że zdecydujemy się na samodzielne przyrządzenie którejś z potraw, bo co jak co, ale przepisów w książce Abu-Jaber na pewno nie brakuje. 

Recenzja opublikowana na kobieta20.pl

Diana Abu-Jaber, Język baklawy. Wspomnienia, Wołowiec, Wydawnictwo Czarne 2012.