Co może zrobić matka zmuszona do bezlitosnego wyboru pomiędzy szczęściem jedynego dziecka, a jego dłuższym życiem? Albo… co powinna zrobić?

Ośmioletnia Sophie, właściwie odkąd pamięta, choruje na ostrą, wydawałoby się nieuleczalną niewydolność nerek. Strzykawki nie są już dla niej niczym nowym, przychodnia staje się prawie drugim domem, a dializa choć za każdym razem ciężka i bolesna jest konieczna do tego, by mogła przeżyć kolejny tydzień. Patrząc na codzienne cierpienie córki, jej matka Janine, podejmuje, wbrew rodzicom i byłemu mężowi, decyzję o poddaniu Sophie leczeniu za pomocą eksperymentalnej metody, w której powodzenie nikt z jej najbliższych nie wierzy. O dziwo jednak, metoda ta zaczyna działać na tyle dobrze, że stan Sophie się poprawia, dializa może być przeprowadzana rzadziej, a na twarzy tej małej dziewczynki coraz częściej zaczyna gościć, tak dawno niewidziany przez jej matkę, uśmiech. Uśmiech mający tak wielką siłę rażenia, że Janine, znów wbrew wszystkiemu, zgadza się na udział córki w wyjeździe na biwak harcerski, z którego ta nie wraca. Tu zaczynają się gorączkowe poszukiwania, walka z czasem i pragnienie odnalezienia dziecka, zanim będzie na to za późno. 

Jakby zupełnie osobnym torem, początkowo zupełnie bez związku z głównymi wydarzeniami, toczy się historia Zoe, byłej gwiazdy filmowej, która uciekając przed światem schronienie znajduje w opuszczonej chatce, gdzieś w środku lasu. Tam czeka na swoją córkę, uciekającą właśnie… z więzienia.

Chamberlain w Szansie na życie zdaje się skupiać przede wszystkim na relacjach matki z córką. Mamy więc Janine, matkę, która dla dziecka gotowa jest zrobić właściwie wszystko, która gotowa jest zaryzykować, sprzeciwić się wszystkim najbliższym osobom po to, by móc zapewnić córeczce choć odrobinę szczęścia. Mamy Zoe, matkę, która dopiero na starość zaczyna rozumieć jak wielką krzywdę wyrządziła Marti oddając ją co rusz pod opiekę nowej niani, nie zwracając uwagi czy też wypierając tego, że z jej dzieckiem dzieje się coś niedobrego, coś co może rzutować na całe jej życie. I mamy wreszcie Donnę, matkę Janine, która wiecznie staje przeciwko córce. Nie ma właściwie sytuacji, w której mogłaby się z córką zgodzić, weprzeć ją, przyznać rację, pochwalić za podjęte decyzje. Nad tym, która z tych relacji jest najlepsza nie trzeba się długo zastanawiać, ja natomiast nie mogę się zdecydować, która jest najgorsza.

Przyznam, że tym razem Chamberlain odrobinę mnie zawiodła, korzystając z rozwiązań mocno naciąganych, a przez to mało wiarygodnych. To jednak nie zmienia faktu, że po każdą kolejną jej książkę sięgnę z przyjemnością. Szansa na życie wciągnęła mnie tak, że siedziałam i czytałam ją do późna w nocy, co ostatnio coraz rzadziej mi się zdarza przy jakichkolwiek książkach. Owszem, Chamberlain można zarzucić wiele rzeczy, jak chociażby pewne uproszczenia czy dosyć sporą przewidywalność, jednego jednak nie można jej odmówić: grania na emocjach. To kobieta, która pisze tak, że strony same się przewracają, a czytelnik śmieje się, płacze, denerwuje, zaciska zęby, boi się o bohaterów i trzyma kciuki, żeby wszystko dobrze się dla nich skończyło. To autorka, której książki stają się dla mnie po prostu gwarancją dobrze spędzonego czasu. Mimo pewnych niedociągnięć polecam. 

Recenzja opublikowana na kobieta20.pl

Diane Chamberlain, Szansa na życie, Warszawa, Prószyński i S-ka 2012.