Co za cudowny film! Absolutnie C U D O W N Y! Z góry przepraszam, bo cudowny pojawi się w tej notce pewnie wyjątkowo często, ale naprawdę w tym przypadku brak mi innych słów. Wiem, że większość już go widziała, wiem, że wiele już na jego temat napisano, ale wybaczcie, muszę dorzucić swoje trzy grosze. Muszę, bo się uduszę. Bo obejrzałam i siedzi we mnie głęboko, głęboko, a co sobie przypomnę to się śmieję sama do siebie. Poza tym piszę dla pamięci i, no nie ukrywam, dlatego, że może trafi tu jakiś zagubiony człowiek nieśledzący filmowych nowości, który filmu jeszcze nie widział. Człowieku, mówię Ci więc, proszę… nie czytaj, tylko idź i oglądaj! A potem wróć przeczytać, jak jeszcze będziesz miał ochotę.

No dobra, trochę sobie żartuję, ale tak całkiem serio, jeśli ktoś jeszcze tego filmy nie widział, to musi go zobaczyć!

Nietykalni to film powstały na podstawie prawdziwej historii. Oto mamy właściwie całkowicie sparaliżowanego milionera, który poszukuje kolejnego pomocnika, gotowego zająć się nim dłużej niż przez tydzień. Na rozmowę kwalifikacyjną trafia Driss, który wbrew pozorom wcale nie przyszedł szukać pracy, ale pewne wydarzenia z jego prywatnego życia i tak dobrze znane na pewno nie wytrzymasz, nie dasz rady sprawiają, że zostaje w domu Philippe na troszkę dłużej niż zamierzał. Tyle o fabule, nic więcej właściwie nie trzeba. 

Tak jak napisałam na wstępie, film jest absolutnie cudowny. A choć wydawać by się mogło, że ze względu na sytuację Philippe, i Drissa zresztą też, będzie smutno i płaczliwie to nic bardziej mylnego. Nietykalni są filmem tak optymistycznym, tak pełnym radości, nadziei, wiary w to, że w każdej najgorszej sytuacji można znaleźć odrobinę szczęścia.

Dodatkowo dwójka głównych aktorów wygląda na ekranie tak naturalnie, że człowiek nie dość, że z przyjemnością na nich patrzy, to momentami nawet zapomina, że to po prostu aktorzy odgrywający swą rolę. Bohaterowie przez nich odgrywani są nietuzinkowi. To z jaką swobodą Driss właściwie od samego początku odnosi się do Philippe, to jak lekko przychodziło mu żartowanie z kalectwa pracodawcy, to jak zdarzało mu się o tej niepełnosprawności zupełnie zapominać i na przykład podawać mu dzwoniący telefon, po prostu nie może nie wywołać żadnych ciepłych uczuć, a przyjaźń jaka się rodzi między tymi zupełnie różnymi, pochodzącymi z dwóch skrajnych sfer mężczyznami po prostu musi chwycić na serce. 

Naprawdę dawno się tak szczerze i serdecznie nie uśmiałam na żadnym filmie. Właściwie, nawet gdy pojawiały się łzy, to były to łzy zaprawione chociażby lekkim uśmiechem. 

Jakby wszystkich zalet było mało, dokładam jeszcze jedną: świetna muzyka. Świetna! Od kilku dni jej słucham i nie mogę się nasłuchać.

Cudowny, ciepły, optymistyczny i ładujący akumulatory do pełna. Film z kategorii tych, które zdecydowanie zbyt szybko się kończą.