Zwykle ludzie, słysząc słowo „muzeum”, widzą mroczne i sztywne miejsce i niczego więcej nawet nie próbują sobie wyobrazić.*
Młody muzealnik, którego imienia nie poznajemy aż do samego końca, przyjeżdża do małego, prowincjonalnego miasteczka, by tam, na prośbę pewnej osobliwej staruszki stworzyć muzeum z dość nietypowymi eksponatami. Szklane oko, tubki po farbie, będące ostatnim posiłkiem umierającej z głodu malarki, kula armatnia, mumia psa, spirala antykoncepcyjna po niemłodej już prostytutce, to tylko niektóre z nich. Okazuje się bowiem, że owa staruszka od wielu już lat zbiera pamiątki po zmarłych. I to zmarłych, wcale nie będących jej szczególnie bliskimi. Pierwszym zdobytym eksponatem był sekator, zabrany zmarłemu ogrodnikowi z rąk. Miała wtedy 11 lat.
Mało więc powiedzieć, że to, co zastaje na miejscu, wprawia głównego bohatera w osłupienie. Osłupienie, które rośnie, gdy dowiaduje się, że kolejne eksponaty będzie zobowiązany pozyskać zupełnie sam, i że w dodatku nie sprawi mu to większych problemów.
Myślę, że to trochę nie fair, że nie pamiętamy tego, jak sami byliśmy małymi dziećmi.**
Muzeum ciszy to książka dość specyficzna. Dziwna, ale w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Spokojna, melancholijna, a jednocześnie trzymająca niemal przez całą lekturę w napięciu i niepokojąca. Powolna, ale przyspieszająca tam, gdzie zaczynamy tracić czujność. Zaskakująca właściwie od pierwszych stron i zmuszająca do myślenia. Ja przez całą niemalże lekturę, zadawałam sobie pytanie, jaką jedną, jedyną rzecz chciałabym po sobie zostawić, jaką jedną, jedyną rzecz wybrałabym na pamiątkę po najbliższych.
Ciekawym zabiegiem okazało się wprowadzenie do książki zarówno nauczycieli ciszy, którzy pozwalają nam na chwilkę odsapnięcia, jak i motywu seryjnego mordercy, odcinającego swym ofiarom sutki, który wprowadza odrobinę zamieszania, gdy zaczynamy zastanawiać się nad tym, który z bohaterów byłby do tego zdolny.
Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu boi się śmierci, czy to własnej, czy to tych najbliższych, bez których nie wyobrażamy sobie dalszego życia. Ogawa zdaje się natomiast, przynajmniej w niewielkim stopniu, nam tę śmierć oswajać.
Recenzja opublikowana na kobieta20.pl
Yoko Ogawa, Muzeum ciszy, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B. 2012.
*Tamże, s. 28-29.
**Tamże, s. 252.