
Cóż to za pozytywna książeczka. Fanów Mikołajka przyprawi o miły ślinotok, nie-fanów zmusi do sięgnięcia po jego przygody, a jednych i drugich zachęci do spędzania większej ilości czasu w kuchni. Choć w teorii przeznaczona dla młodszych odbiorców, sprawi też wiele radości tym starszym. Żywy przykład w mojej postaci.
Książka została podzielona na pięć głównych działów, takich jak: 10 niesamowicie smacznych dań czy 10 fantastycznych deserów. W obrębie każdego z nich znajdziemy po dziesięć przepisów, czasem bardzo prostych, czasem wymagających troszkę więcej wysiłków, a czasem też takich przy których niezbędna będzie pomoc rodzica, co zostało w każdym z tych przypadków zaznaczone.
Myślę, że każde dziecko, które samodzielnie, bez pomocy rodziców zrobi dla nich przysmak z kiwi, ciasto z herbatnikami lub kolorową sałatkę misz-masz przyprawi o dumę nie tylko mamę i tatę, ale przede wszystkim samego siebie. Cóż, ja przekroczyłam dwudziestkę, a nadal przecież odczuwam wielką satysfakcję, gdy uda mi się przygotować coś nowego i okazuje się, że moi bliscy zjadają to nie tylko ze smakiem, ale i bez żadnych skutków ubocznych ;).
Piękne jest samo wydanie książki, stylizowane trochę na zwykły maminy (lub babciny ;)) zeszyt z przepisami. Na co drugiej stronie znajduje się miejsce na własne notatki, któremu towarzyszy zabawna ilustracja i cytacik, pochodzące z książek Sempe i Goscinnego. Każdy rozdział zaś zakończony został całą wolną kartką do zapełnienia własnym przepisem.
Dla młodszych (i starszych) kucharzy, poznających tę tajemną sztukę, jaką okazuje się niejednokrotnie przygotowanie posiłku dla całej rodziny, ewentualnie zgrai kolegów, polecam. Gorąco, serdecznie i smacznie. Do ugryzienia.
Christine de Beaupre, Beatrice Valentin, Przepisy Mikołajka, Kraków, Wydawnictwo Znak 2011.