Mały Książę to jedna z tych niewielu książek, do których wciąż jeszcze wracam, bałam się więc sięgać po coś co można by nazwać jej kontynuacją, tyle, że napisaną przez zupełnie innego autora, przy tym wszystkim zupełnie mi nieznanego.

Powrót Młodego Księcia to zapis z trzech dni spędzonych w towarzystwie płowowłosego chłopca, który powrócił na ziemię w poszukiwaniu przyjaciela. Przyjaciela, który prawdopodobnie go oszukał.

Choć starszy i dojrzalszy Młody Książę jest nadal tym uroczym młodzieńcem, którego pamiętamy z utwory Exupery’ego. Nadal cechuje go ta dziecięca niewinność i wrażliwość oraz umiejętność zadawania pytań pozornie bardzo prostych, a stwarzających nie lada wyzwanie dla odpowiadającego.

Roemmers żywo nawiązuje do Małego Księcia, przywołując wspomnienia baranka ukrytego w pudełku, róży czy postaci, które Książę spotkał na planetach mijanych w drodze na ziemię. Dokłada do tego też kilka nowych bohaterów i sytuacji, w ten sposób zwracając naszą uwagę na problemy współczesnego świata.

Jednak miałam wrażenie, że za dużo tu tych wszystkich mądrości, za dużo rad, które pozwolą lepiej nam żyć i być szczęśliwszym człowiekiem. Autor chyba postawił sobie za cel dorównać Exupery’emu, a ja momentami czułam się jakbym czytała poradnik, nie powieść. A już wkroczenie na grunt religii i Boga zupełnie mnie przerosło.

W związku z tym, lektury ani nie polecam, ani nie odradzam. Książkę można przeczytać, może nawet znajdzie się w niej coś dla siebie. Jednak nie uważam, by była to lektura obowiązkowa dla fanów Małego Księcia, jemu chyba nic nie będzie już w stanie dorównać.

Swoją drogą, zastanawiam się, czy to tylko ja dostrzegam błąd ortograficzny na okładce…

***

Co do błędu okazało się, że na wydrukowanych egzemplarzach książki takowego nie ma. Ja czytałam szczotkę, nie widziałam oryginalnej okładki, więc głupio założyłam, że ta na stronie wydawnictwa jest ostateczną. Przepraszam.

Alejandro Guillermo Roemmers, Powrót Młodego Księcia, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B. 2011.