Jeśli jeszcze kiedyś będę zachwycać się jakąś okładką, proszę palnijcie mnie mocno w łeb. Choć w tym przypadku nie zwiodła mnie tylko i wyłącznie okładka, ale i opis i nawet tytuł. Ale po kolei.
Cofamy się do lat 60. i 70. XX wieku, bohaterką Niezatartych wspomnień sprzed lat jest Emilia, młoda dziewczyna, która wyjeżdża do Czech w poszukiwaniu pracy. Otrzymuje posadę w Fabryce Mebli Giętkich, zostaje też kierowniczką dziewczyn, które tak jak ona pochodzą z Polski. Jako owa kierowniczka zmuszona jest załatwiać dla dziewczyn różne sprawy, związanie z premiami, wyjazdami, biletami do kraju, większą wypłatą itp. I właściwie wokół Emilii i owych spraw kręci się cała książka. I może jeszcze wokół tego jaka to Emilia jest urodziwa, w końcu każdy facet na nią leci (może prócz tych, z którymi musi coś załatwić), a wszelkie jej niepowodzenia wynikają z zazdrości kobiet, które doprowadzały do intryg, co odbijało się na stosunkach w pracy. Bały się o swoich adoratorów, kochanków, mężów*.
Nudy, proszę państwa. Totalne nudy. Z pewnością nie tego nie spodziewałam. Wspomnienia w tytule wskazywały na książkę pełną emocji, wyjazd z ojczyzny wiąże się przecież z jakąś tęsknotą, nostalgią, musi się wiązać z jakimiś, jakimikolwiek uczuciami! Tymczasem tutaj wszystko jest jakieś takie suche. Ja się czułam się jakbym czytała jakieś sprawozdanie i brakowało mi tylko wypunktowania zdań. Tu zmienił się regulamin, tam ustawa, kierownictwo nic nie robi, a powinno, Emilia jedzie tam i siam, przyjeżdża z wizytą do domu, adoruje ją ten i tamten, ona nie wie co ma zrobić, dziewczyny zaczynają się wyżywać, nie chcą jej już za kierowniczkę, ona się stawia, nie będzie odchodzić, choć źle jej jak mało gdzie… W ten sposób, zgrzytając zębami i klnąc na swą naturę wzrokowca, dla którego ładna okładka w stonowanych kolorach jest już połową sukcesu, doszłam do 90. strony. Do 90., bo dalej nie dałam rady, przecież nie o to chodzi, żeby się z książką męczyć.
Hanna Maria Kasperska, Niezatarte wspomnienia sprzed lat, Gdynia, Wydawnictwo Novae Res 2010.
*Tamże, s. 80.