Opcje są trzy: albo Nothomb wróciła do formy, albo to jedna z jej lepszych książek, albo ja na powrót dostrzegam niecodzienność jej prozy. Bo znów mnie zachwyciła swoimi trafnymi spostrzeżeniami skondensowanymi w dodatku na tak niewielkiej ilości stron, że z pewnością nie każdemu by się to udało. Nie, do tego trzeba mieć talent.

Otrzymanie listu od kolejnego czytelnika nie jest dla autorki niczym nowym, lubi dostawać, lubi je czytać, lubi na nie odpisywać, lubi nawet, gdy uda jej się z kimś nawiązać dłuższy kontakt. Jednak gdy dociera do niej list od Melvina Mapple’a, żołnierza stacjonującego w Iraku, zastanawia się czy to pomyłka, żarty czy też może owy list został sfałszowany. Pieczątki jednak są na tyle autentyczne, a list tak w gruncie rzeczy niepozorny, że postanawia na niego odpisać. W ten sposób rodzi się swego rodzaju przyjaźń, która zmieni coś w życiu obydwu stron.

Melvin Mapple zaciągnął się do wojska właściwie tylko z powodu głodu. Nie sądził, że jakaś wojna może mieć jeszcze miejsce w najbliższym czasie, a wiedział, że armia zapewni mu przynajmniej normalne wyżywienie, na które nie mógł sobie pozwolić. Od wstąpienia do wojska przytył jednak już ponad sto kilo. Taka była jego reakcja na stres. Wracał z pola walki i wpadał w pewien amok, podczas którego pochłaniał wszystko co było akurat pod ręką. Swoisty sposób na zagłuszenie tego z czym musiał się mierzyć na co dzień. Doszedł do etapu, gdy własne sadło zaczął traktować niemal jak kochankę, która nocami leży na nim, opowiadając co piękniejsze historie, niczym Szeherezada.

Nothomb posłużyła się narracją pierwszoosobową, która w tym przypadku naprawdę dodaje całej książce autentyczności. Nie wiem, ile w niej jest prawdy, a na ile przytaczane listy są wytworem wyobraźni autorki, ale w tej chwili nie to się dla mnie liczy. Cieszę się za to, że mogłam poznać choć po części zdanie Nothomb na temat jej własnych czytelników (przynajmniej tych, którzy w jakiś sposób próbowali się z nią kontaktować) i tradycyjnej korespondencji w ogóle.

Cieszę się, że przemyciła w treści swoje spostrzeżenia na temat ludzi (chorobliwie) otyłych, choć nie ze wszystkim o czym piszę się zgadzam. Co stanowi zresztą kolejny plus, bo dzięki odmienności naszych zdań książka dała mi do myślenia, zmusiła do zastanowienia nad własnymi poglądami, a może nawet do cichutkiego i dość niechętnego pokiwania głową i przyznania pisarce racji.

Pomijając natomiast wszystkie inne plusy najbardziej ucieszył mnie fakt, że mimo zalewu wszelkiego rodzaju techniki, mimo e-maili, smsów, wiadomości wymienianych dzięki komunikatorom, portalom społecznościowym, ktoś tam nadal pisze listy. I nieważne czy to znana autorka czy zwykły, szary człowiek. 

Ocena: 5/6

Amélie Nothomb, Pewna forma życia, Warszawa, Wydawnictwo MUZA SA 2011.