Zdjęcie pochodzi ze strony lubimyczytac.pl– Znowu, mamo – mówi mi syn – znowu w nocy zgrzytałaś zębami.

– Znowu chrupałam? Przepraszam.

– Jakbyś kamień jadła.[1]

Wiosna 1992 roku. Miałam dwa latka, niecałe dwa latka i świat pełen kolorów, radości i beztroski. W Bośni właśnie rozpoczynała się wojna. Kobiety gwałcono, mężczyzn zabijano na środku podwórka, ludzi wyciągano z domów, wywożono do obozów, bezwładne już ciała porzucano w jaskiniach.

W Potoczarach kobietom i dzieciom kazano iść na prawo, mężczyznom na lewo. O tym, czy chłopiec jest jeszcze dzieckiem, czy już mężczyzną, decydował sznurek, który powieszono na wysokości 150 centymetrów (niektórzy mówią o 140, inni o 160). Który chłopak był wyższy – tego odbierano matce.[2]

Badanie DNA jest z pewnością czymś nowym w historii wojen. Tak jak body bags, komputery, Internet, skomputeryzowane chłodnie, wózki widłowe, brytfanny na kółkach. Poza tym wszystko już było: obozy, baraki, selekcje, getta, kryjówki, ukrywanie prześladowanych, opaski na rękawach, sterty butów po zgładzonych, głód, szaber, pukanie do drzwi w nocy, zniknięcia sprzed domu, krew na ścianach, palenie domostw, palenie stodół z ludźmi w środku, pacyfikacje wsi, oblężone miasta, żywe tarcze, gwałty na kobietach wroga, zabijanie inteligencji w pierwszej kolejności, kolumny tułaczy, masowe egzekucje, masowe groby, ekshumacje masowych grobów, międzynarodowe trybunały, zaginieni bez wieści.[3]

Wojciech Tochman bohaterkami swej książki uczynił bośniackie kobiety. To one zabierają głos, to one w ogóle chcą mówić, bo mężczyźni choć obecni, to do rozmowy niechętni. Przez wstyd, przez rozgoryszenie, przez poczucie niesprawiedliwości.

Mamy więc córki, które straciły ojców. Żony, które już nigdy nie ujrzą mężów. Siostry, których bracia zginęli. I matki, których największym pragnieniem jest możliwość pochowania swych synów. Żadna z tych kobiet nie łudzi się, że ich bliscy jeszcze żyją, one po prostu mają nadzieję, że kości ich mężczyzn zostaną znalezione, że dzięki temu będą im mogły zapewnić godny pochówek.

Nie opuszczam żadnej ekshumacji. Był wysoki, ubrany w niebieską koszulkę i robocze zielone spodnie. Poznam go, pożegnam. Bo jak długo można tęsknić za człowiekiem, o którym wiesz, że już nigdy do ciebie nie wróci?[4]

Ciężko mi pisać o książce, jak widać wolę przytaczać cytaty. Tym bardziej więc podziwiam autora za podjęcie się tak ciężkiego tematu. Za opisanie tego co się w Bośni dzieje po: po wojnie, po tragicznych wydarzeniach, po morderstwach, po odnalezieniu kolejnych zbiorowych mogił. A nie dzieje się nic dobrego. Jest bieda, jest strach, jest tęsknota i są Serbowie zajmujący muzułmańskie domy, unikający kamer, aparatów i rozmów z obawy przed rozpoznaniem.

– Nie wrócimy na swoje – mówi, kiedy idziemy z powrotem do centrum. – Nie po to Serbowie rozpętali wojnę i czyścili z nas miasteczko po miasteczku. Jeśli zabiłeś tylu ojców, mężów i synów, to nie chcesz widzieć wdów. Po co mamy ci przypominać, kim jesteś. To ględzenie o powrotach jest wielką manipulacją świata: patrzcie, jak wszystko się dobrze skończyło! Serbowie, Muzułmanie i Chorwaci znowu mieszkają razem w wieloetnicznej Bośni. I nasi politycy to powtarzają, żeby się światu przypodobać. Nie widzą, co mówią. Chyba nigdy nie byli w Bratunacu.[5]

Podziwiam Tochmana za pisanie o tym wszystkim w taki sposób. Bez emocji, bez ocen, bez zbędnych komentarzy, zupełnie na sucho. Z tych samych mniej więcej powodów podziwiam doktor Ewę Klonowski, za jej pracę, za to ile uwagi poświęca każdej ze znalezionych kości i jak bardzo musi się starać, żeby nie podchodzić do tego zbyt emocjonalnie.

Tyle doktor Ewa wyczytała z kości. Mówi o tym beznamiętnie: – Masz emocje, masz noc z głowy. Ja i tak kiepsko tu śpię. Budzę się o trzeciej nad ranem i widzę podziurawione czaszki. Zastrzelili faceta. Jednego, drugiego, pięćdziesiątego. Rozumiem. Ale jak to możliwe, że pół setki mężczyzn jedzie pokornie na śmierć? Dlaczego nic nie robią? Nie ratują się? Kilku morderców każe im wysiadać z autobusu. Oni pokornie wysiadają. Pokornie stają pod ścianą.[6]

Właśnie, jak to możliwe?

Ocena: 5,5/6

Wojciech Tochman, Jakbyś kamień jadła, Sejny, Pogranicze 2002.

[1] Tamże, s. 78.

[2] Tamże, s. 25.

[3] Tamże, s. 21.

[4] Tamże, s. 82.

[5] Tamże, s. 35

[6] Tamże, s. 96.