
Wyobraź sobie, że jesteś jedną z najpopularniejszych dziewczyn w szkole. Każdy się z Tobą liczy, wiele pierwszoklasistek traktuje Cię jak wzór do naśladowania, masz chłopaka, o którym inne mogą tylko śnić i przyjaciółki, które poszłyby za Tobą w ogień. Zawsze o tym marzyłaś, prawda?
Teraz zaś wyobraź sobie najgorszy dzień w swoim życiu. Tracisz wszystko co było dla Ciebie tak ważne. Chłopak, który miał Cię już zawsze uszczęśliwiać, traktować jak księżniczkę, po wypiciu kilku piw okazuje się dość nieprzyjemnym typkiem, któremu zależy tylko na jednym, impreza na której jak zawsze powinnaś zabłysnąć okazuje się jedną wielką klapą, a Twoje zachowanie prawdopodobnie doprowadza do śmierci kogoś kogo, wraz z przyjaciółkami, tak bardzo lubiłaś gnębić. Choć nawet nie znasz powodu dla którego to robiłaś. Nagle zaczyna do Ciebie docierać, że bycie popularnym ma także jakieś minusy. A potem jest już tylko wielkie bum i umierasz. Spokojnie, możesz odetchnąć. To nie Twoje życie. To Sam Kingston zmuszona będzie przeżywać ten jeden, ostatni dzień. Wciąż i wciąż. I tylko od niej tak naprawdę zależeć będzie co się wydarzy. Choć sama nawet nie zdaje sobie sprawy jak wielki wpływ ma na własne życie.
Początkowo ciężko czytało mi się tę powieść, trudno było się znów przenieść do świata liceum, w którym reguły wyznaczają puste istotki tylko dlatego, że Bozia nie poskąpiła im urody i pewności siebie. Po którymś z rzędu opisie zachowań Lindsay, bo to właśnie ona, jako swego rodzaju liderka, którą stała się z pewnością przy pomocy najładniejszej buźki, wyjątkowo mocno działała mi na nerwy. Po pierwszym rozdziale miałam ochotę książkę odłożyć albo najlepiej w ogóle się jej pozbyć i już więcej nie oglądać. Jak widać, nie podjęłam żadnych zgubnych w skutki poczynań i książkę dokończyłam. Z wielką radością zresztą, choć zakończenie do najweselszych nie należy. Cieszę się, że dane mi było poznać Sam, zobaczyć jej przemianę. Obserwować uważnie jak powoli zaczyna z dziewczynki przemieniać się w dorosłą kobietę, jak zaczyna dostrzegać swoje błędy, potępiać własne zachowanie, a przede wszystkim jak usilnie stara się wszystko naprawić i zacząć postępować tak, by jej życie w końcu nabrało sensu. Zastanawiałam się też jak długo można czytać o jednym przecież dniu, martwiłam, że przez obracanie się wciąż wokół tych samych wydarzeń stanie się w końcu nudne, ale nic bardziej mylnego! Każdy dzień, nawet jeśli opatrzony dokładnie tą samą datą może być zupełnie inny, wystarczy zmienić mały szczegół, powiedzieć coś o czym wcześniej byśmy nie pomyśleli, wymazać gest, który mógłby kogoś skrzywdzić. Te szczegóły, jak stara się udowodnić Oliver, zaważyć mogą nie tylko na jednym dniu, ale i na całym życiu. A może i śmierci.
Ocena: 5/6
Lauren Oliver, 7 razy dziś, Kraków, Wydawnictwo Otwarte 2011.