Na początku grudnia 1970 roku Maureen English, odtąd przedstawiająca się jako Mary Amesbury, wraz z kilkumiesięczną wówczas córeczką Caroline, trafia do małego nadmorskiego miasteczka St. Hilaire. Za wszelką cenę próbuje ukryć wszelkie siniaki zdobiące nie tylko jej twarz, ale i całe ciało, a im bardziej się stara tym bardziej jest to widocznie. Nietrudno się domyślić, że kobieta przed czymś ucieka. Przed przeszłością, starym życiem, być może przed partnerem, który jest odpowiedzialny za te wszystkie ślady. W tym miasteczku Mary próbuje ułożyć swoje życie na nowo, przez jakiś czas jej się udaje, rany się goją, kobieta zaczyna otwierać się na ludzi. Jednak nic nie może przecież wiecznie trwać. I Mary przyszło zapłacić, głównie za miłość, ale może było warto.

Dwadzieścia lat później Caroline otrzymuje notatki pewnej dziennikarki wśród których znajdują się listy Mary, a także zapisy rozmów z mieszkańcami miasteczka, pracownikami redakcji, w której pracowało małżeństwo English. Otrzymuje także artykuł powstały na podstawie tych wszystkich zapisków, który odegrał znaczącą rolę w życiu jej matki.

Większość powieści poświęcona jest rzecz jasna zapiskom Mary, która opowiada o tym w jaki sposób poznała swego przyszłego męża, jak pozwalała sobą manipulować przed ślubem i jak bardzo starała się nie zauważyć tego, że już wtedy Harrold zaczął stosować wobec niej przemoc, choć jeszcze nie fizyczną. Później zaczęło się picie do późnej nocy, nieuzasadnione wybuchy zazdrości, gwałty, pobicia, sama zaczęłam się zastanawiać jak mocno człowiek musi kochać, żeby pozwolić na wyprawianie ze sobą takich rzeczy. Nie mniej jednak każdy ma swoje granice, a dla Mary impulsem do ucieczki stał się strach o Caroline, tą kruchą istotkę na której przecież tak łatwo byłoby swą złość wyładować. I choć widmo przyszłości, myśli o tym co będzie gdy Harrold ich odnajdzie ciągle gdzieś tam nad Mary się unosiły to przyszło jej jednak zaznać choć odrobiny szczęścia.

 Shreve w znaczący sposób wysuwa oskarżenia w stronę dziennikarzy, który dla potrzeb budowania własnej kariery są w stanie zniszczyć komuś życie. Z kilkuset stron transkrypcji wyciąć tylko kilka zdań, tych zdań, które są w stanie wywołać skandal doprowadzający do pojawienia się artkuły na pierwszej stronie, o czym przecież marzy każdy początkujący dziennikarz. Kilku zdań na których człowiek buduje całą swoją karierę, a które bez odniesienia do większej całości nabierają zupełnie innego sensu. Zdań, za które mamy ochotę rzucić książką o ścianę, bo zmieniają całkowicie dalsze losy postaci do której przecież zdążyliśmy się już tak bardzo przyzwyczaić.

Zdaje się, że kolejna autorka umościła sobie całkiem wygodne miejsce wśród tych do których wracać będę z miłą chęcią. Łączy ze sobą elementy kryminału, romansu i powieści obyczajowej, a przy tym przychodzi jej to tak łatwo i naturalnie jakby nigdy niczym innym się nie zajmowała, głęboko wnika w psychikę swoich bohaterów, zwłaszcza postać Mary robi wrażenie, głównie pewnie ze względu na to, że to ona głównie zabiera głos, a jednocześnie stanowi centrum powieści. Dzięki temu, że Shreve zwraca się bezpośrednio do czytelnika wciąga go w swój świat tak bardzo, że bardziej już się nie da. Kto wie, może niedługo, po kilku kolejnych lekturach śmiało będę mogła powiedzieć, że Anita Shreve to jedna z tych ulubionych.

Recenzja napisana dla portalu Lubimyczytac.pl


Ocena: 5,5/6

Anita Shreve, Przekleństwa miłości, Warszawa, Prószyński i S-ka 2011.