Nie rozumiem poezji. Nigdy nie uważałam, że mogłabym ją zrozumieć. Mało tego lata szkolne skutecznie mnie do jej czytania zniechęciły, wmuszając we mnie interpretacje z którymi absolutnie się nie zgadzałam oraz analizując każdy wers po kolei, czego nie znosiłam i co było dla mnie zupełnie bez sensu. Moim zdaniem wiersz powinno się odbierać jako całość, nie zastanawiać się nad pojedyńczymi słowami, tylko po prostu czytać. I ja tak robię. Nie interpretuję każdego słowa, nie staram się za wszelką cenę wejść w głowę autorki, nie usiłuję udowodnić, że jestem mądrzejsza niż jestem, bo i komu, i po co miałabym udowadniać? Ja po prostu czytam, czytam i się zachwycam, delektuję się słowami, pozwalam im mnie przenikać. I wiadomo, że nie wszystkie utwory do mnie trafiają, nie wszystkie mają jednakową moc. Ale te przeczytam raz i już do nich nie wracam. A resztę? Resztę mogę czytać i czytać, i uczyć się ich na pamięć. A jeśli już o pamięci mowa…

 

Trudne życie z pamięcią

 

Jestem złą publicznością dla swojej pamięci.

Chce, żebym bezustannie słuchała jej głosu,

a ja się wiercę, chrząkam,

słucham i nie słucham,

wychodzę, wracam i znowu wychodzę.

 

Chce mi bez reszty zająć uwagę i czas.

Kiedy śpię, przychodzi jej to łatwo.

W dzień bywa różnie, i ma o to żal.

 

Podsuwa mi gorliwie dawne listy, zdjęcia,

porusza wydarzenia ważne i nieważne,

przywraca wzrok na prześlepione widoki,

zaludnia je moimi umarłymi.

 

W jej opowieściach jestem zawsze młodsza.

To miłe, tylko po co bez przerwy ten wątek.

Każde lustro ma dla mnie inne wiadomości.

 

Gniewa się, kiedy wzruszam ramionami.

Mściwie wtedy wywleka wszystkie moje błędy,

ciężkie, a potem lekko zapomniane.

Patrzy mi w oczy, czeka, co ja na to.

W końcu pociesza, że mogło być gorzej.

 

Chce, żebym żyła już tylko dla niej i z nią.

Najlepiej w ciemnym, zamkniętym pokoju,

a u mnie ciągle w planach słońce teraźniejsze,

obłoki aktualne, drogi na bieżąco. 

 

Czasami mam jej towarzystwa dosyć.

Proponuję rozstanie. Od dzisiaj na zawsze.

Wówczas uśmiecha się z politowaniem,

bo wie, że byłby to wyrok i na mnie.*

 

I nie myślę o Szymborskiej. Ani o jej życiu, o tym co ją skłoniło do napisania powyższych słów, w jakich okolicznościach powstał ten wiersz. Myślę o sobie. Tylko i wyłącznie. To jest moja chwila, mój krótki moment, a słowa autorki pomagają mi się uspokoić. Po prostu.

Nie rozumiem poezji, nigdy jej nie zrozumiem, ale wiem, że to przecież nie powód bym nie mogła się nią zachwycać.

Ocena: 5/6

Wisława Szymborska, Tutaj, Kraków, Wydawnictwo Znak, 2009.

*Tamże, s. 15-16.