O Tokarczuk dużo się słyszy. Tokarczuk to, Tokarczuk tamto, Tokarczuk napisała nową, świetną powieść. I aż sama się sobie dziwię, że do tej pory nie przeczytałam zupełnie nic tej tak bardzo przecież cenionej polskiej autorki. I w końcu miałam okazję, złapałam za pierwszą, za najcieńszą, bo akurat też czasu nie ma na czytanie, a to biblioteczna, więc trzeba było szybko. Padło więc na Szafę.
Tytułowe – pierwsze, a także trzecie – ostatnie opowiadanie średnio mi się podobały. Zbyt krótkie, zbyt okrojone, zbyt hermetyczne, nie pozwalające się odkryć do końca, nie pozwalające na dokładne poznanie bohaterów. Środkowe opowiadanie jest lepsze, opowiadane z punktu sprzątaczki hotelu, o pokojach, o meblach, o rzeczach, których znaczenia na codzień nie dostrzegamy, a jednak mogą one komuś zupełnie obcemu powiedzieć o nas bardzo wiele. Tu już poczułam ten smaczek, tą magię jej książek, ale to jeszcze nie do końca to, chociaż sama nie wiem. Bo może właśnie w tym tkwi tajemnica jej sukcesu. W tym, że potrafi dużo zawrzeć na małej ilości stron, choć wydaje mi się, że powieści wcale nie pisze takich cieniutkich. W każdym razie nabrałam większej ochoty, chcę twórczość Tokarczuk poznać, chcę mieć możliwość tego całkowitego zatracenia się w jej słowach, bo narazie mi mało. Bo po tak krótkich opowiadankach naprawdę ciężko jest mi cokolwiek powiedzieć, bo to dopiero jakby wstęp, jakby przedsmak.
Nie pozostaje mi nic innego jak ładnie się uśmiechnąć i liczyć na Waszą pomoc co do wyboru kolejnej książki Tokarczuk. Jestem pewna, że zaglądają tu osoby, które czytają ją regularnie i są mi w stanie coś polecić. Będę Wam naprawdę wdzięczna.
Ocena: 3,5/6
Olga Tokarczuk, Szafa, Wałbrzych, Wydawnictwo Ruta, 1998.