Prowadzisz nudne życie, nie tak dawno rozstałeś się z żoną za którą tęsknisz jak cholera i dałbyś wszystko by cofnąć czas, praca nie daje Ci satysfakcji, ale pojawiasz się w niej codziennie, bo przecież jakoś trzeba zarobić na utrzymanie, Twoja trzecia książka nie doczekała się wydania z powodu zbyt małego zainteresowania dwoma poprzednimi. Nagle w Twoim kalendarzu pojawia się spotkanie, o którym nie miałeś pojęcia, z osobą o której nie miałeś pojęcia i zaczynasz się zastanawiać kto i dlaczego pod tą datą umieścił literę L. I właściwie co ta litera oznacza.
I nagle wchodzisz do baru i okazuje się, że ta osoba już na Ciebie czeka. I najbardziej na świecie pragnie Ci opowiedzieć swoją historię. Historię, która w tajemniczy sposób łączy się z Twoją własną, a Ty choćbyś chciał nie możesz przestać jej słuchać, mało tego, pamiętasz każdy najmniejszy szczegół, i po kilku dniach, z pamięci jesteś w stanie odtworzyć każde słowo i każdy grymas twarzy mu towarzyszący. A potem zaczynasz się zastanawiać czy powoli nie tracisz zmysłów, bo tajemniczy osobnik potrafi przybierać dowolną postać, a dodatku okazuje się diabłem opowiadającym Ci historie początków świata.
Dziwna to książka i naprawdę nie potrafię się jakoś do niej ustosunkować, a moje uczucia jej względem zmieniały się z minuty na minutę, bo były momenty kiedy wciągała mnie tak, że ciężko było ją odłożyć po to tylko, by po kilku następnych stronach zacząć się niemiłosiernie dłużyć. Wiem, że to właśnie ta alternatywna wersja stworzenia świata pełni tu rolę głównego wątku, tyle, że dla mnie była ona strasznie nudna. Dużo bardziej podobał mi się wątek Claya, jego rozstania z żoną, powolnego staczania się, a przy tym do dalszego czytania pchała mnie ciekawość, bo przecież nie mogłabym książki sobie odpuścić nie dowiedziawszy się najpierw w jaki sposób historia reportera łączy się z historią diabła i czy łączy się w ogóle. A jeśli chodzi o samą wizję stworzenia, to przepraszam bardzo, ale ja tu naprawdę nic odkrywczego nie widzę. Myślałam, że to będzie coś nowego, coś co mnie zaskoczy, a to nadal ta sama, dobrze nam wszystkim znana historia tyle tylko, że ubrana w inne słowa i opowiedziana z innego punktu widzenia, swoją drogą nie tak znów diabelskiego jak oczekiwałam.
Nie jest to powieść dla wszystkich, na pewno nie. W dodatku wiem też, że nie jest to powieść dla mnie. Sama na pewno bym jej nie kupiła, mało tego, podejrzewam, że wśród innych pozycji nawet nie zwróciłabym na nią uwagi. Tak więc, jeśli ktoś chce przeczytać, niech czyta, ja nie uważam tej lektury za konieczną.
Ocena: 3/6
Tosca Lee, Diabeł. Autobiografia, Kraków, Initium, 2010.