Opowieść o kocie, mistrzu Zen / Henri Brunel ; il. Christian Roux ; przeł. Magdalena Pluta. – Warszawa : Sic! , 2005. – 135, [4] s. : il. ; 19 cm. – ISBN 83-88807-81-1
Nie pamiętam już kiedy usłyszałam o książce po raz pierwszy, zdaje się, że poleciła mi ją biblioNetka, w każdym razie na mojej liście do przeczytania gościła od dawna. W poszukiwaniach poratowała mnie oczywiście Biblioteka Uniwersytecka, w której jest chyba wszystko, a jeśli czegoś nie ma to i tak wkrótce się pojawi. Nieważne. Ważne natomiast, że kiedy zamawiałam tę książkę nie spodziewałam się, że będzie w niej aż tyle ilustracji, szczerze mówiąc nie spodziewałam się ich zupełnie, a okazało się, że właściwie dominują nad tekstem. Och, no dobrze, z tą dominacją może trochę przesadzam, ale to nie zmienia faktu, że tekstu jest naprawdę niewiele.
Owszem wraz z mistrzem Koyabashi i jego uczniemTanedą poznajemy Cztery Szlachetne Prawdy, Szlachetną Ośmiostopniową Ścieżkę i Sześć Doskonałości, ale miałam wrażenie, że przelatuję jak szalona przez te wszystkie mądrości, a w głowie nie zostaje nic. Próbowałam czytać powoli, próbowałam czytać małymi fragmentami, ale to na zupełnie na nic. Nie zmienia to faktu, że koty są przeurocze, zwłaszcza uczeń Taneda ze swoimi pytaniami i sceptycyzmem, wiecznie głodny i poszukujący wygodnego posłania w czasie gdy powinien skupić się na odbieraniu i zrozumieniu najważniejszych nauk.
Dużym utrudnieniem dla mnie był brak przypisów pod tekstem. Autor wprowadziła całkiem sporo pojęć, wydaje mi się, nie wszystkim znanych, a ja oczywiście dopiero przy końcu lektury zauważyłam, że i owszem, nawet słowniczek się w niej znalazł. Nie lubię, gdy przypisy znajdują się dopiero na końcu tekstu, bo przeważnie po prostu z czystego lenistwa nie chce mi się tam zaglądać, myślę, że dla czytelnika jest sporym ułatwieniem, gdy znajdują się one zaraz pod tekstem, a wydawcy, autorowi czy tłumaczowi nie robi to chyba aż tak wielkiej różnicy.
Generalnie wydanie jest świetne, zabawne ilustracje towarzyszące czytelnikowi na właściwie co drugiej stronie to świetny pomysł, pytanie tylko, co z tą treścią. „Opowieść o kocie, mistrzu Zen”, przywołuje mi na myśl pięknie opakowany prezent, którego aż szkoda otwierać, żeby tego opakowania nie zniszczyć, ale w końcu pod wpływem wielkiej ciekawości je niszczymy i nagle okazuje się, że może lepiej byłoby zostawić wszystko tak jak było i zostać przy podziwianiu tego opakowania. To oczywiście tylko moje odczucia i mocno wierzę w to, że ktoś inny wyniesie z książki dużo więcej niż ja.
Ocena: 3,5/6