Szeptem / Becca Fitzpatrick ; przeł. Paweł Łopatka. – Kraków : Wydaw. Otwarte, 2010. – 327, [7] s. ; 21 cm. – ISBN 978-83-7515-048-3

Jeszcze jakiś czas temu zaklinałam się, że nie dla mnie są książki o istotach nadprzyrodzonych, Zmierzch porzuciłam  po połowie, bo wynudził mnie niemiłosiernie. Dlatego sama się sobie dziwię, że sięgnęłam po Szeptem, ale jak widać wielka akcja promocyjna i szum wokół książki zrobiły swoje. I o dziwio, wcale nie żałuję, mało tego, z niecierpliwością czekam na drugą część przygód Nory.

Do książki podchodziłam niepewnie, bo wiele osób sugerowało podobieństwo tej książki do wspomnianego dzieła Meyer, a jako, że tamto niezbyt mi podeszło obawiałam się, że i z Szeptem będzie podobnie. I może właśnie to podejście sprawiło, że byłam tak mile zaskoczona, bo dla mnie największym atutem Fitzpatrick było to, że odpuściła sobie przynudzanie prze kilkanaście stron o tym jakiż to cudowny jest Patch, jakie ma cudowne oczy, włosy i wszystko po kolei. A właśnie te kilkustronicowe zachwyty nad Edwardem w przypadku Zmierzchu doprowadzały mnie do szału. Poza tym książka jest sporo krótsza, może więc też dlatego Fitzpatrick uniknęła wprowadzania niepotrzebnych elementów i opisów, a akcja toczy się szybko, tak szybko, że momentami brak czasu na zaczerpnięcie oddechu.

Nie będę się rozwodzić nad treścią, bo wydaje mi się, że została w wielu innych recenzjach dokładnie omówiona, od każdej możliwej strony i nawet osoby, które jeszcze nie miały okazji jej czytać znają już historię niemalże na pamięć. Jak większości czytelników także i mi najbardziej przypadła do gustu postać przyjaciółki Nory – Vee,  czekałam niecierpliwie na każdą z jej wypowiedzi i prawie przy każdej wybuchałam śmiechem. Sama Nora była dla mnie jakaś taka nijaka, cóż może właśnie o to chodzi, aby Ci niezwykli chłopcy wybierali jak najzwyklejsze dziewczyny. Może taki urok książek dla nastolatek. A sam Patch, no cóż, to żadna nowość, że najciekawsi i najatrakcyjniejsi są zawsze ci najniegrzeczniejsi chłopcy, to się chyba nigdy nie zmieni.

I tak, zdaję sobie oczywiście sprawę, że to książka dla nastolatek i wiem, że okres na literaturę młodzieżową powinien mi już minąć, a zamiast czytać Szeptem mogłabym się wziąć za coś ważniejszego, ale tak mnie wciągnęła ta historia, że mimo natłoku innych spraw nie mogłam jej odłożyć. I okładka oczywiście i mnie zachwyciła. Żałuję tylko, że to egzemplarz biblioteczny, zawsze jest mi przykro, gdy muszę oddać książkę, która naprawdę mi się podobała ;).

Ocena: 5,5/6