Przyznaję, że nie nastawiałam się na zbyt wiele. Kocham Zośkę Wilkońską (zwłaszcza w interpretacji doskonale dobranej do niej lektorki – Elżbiety Kijowskiej), ale już Pod górkę była dla mnie absolutnie nie do przejścia i porzuciłam tę książkę po kilku stronach dosłownie. Czwartemu sikaniu Bożenki Kowalskiej znacznie bliżej jednak do tej pierwszej, co też sprawia, że najnowsza powieść Jacka Galińskiego to książka, która nie raz rozbawi was do łez.

Przenosimy się do domu spokojnej starości. Wydawać by się mogło, że to miejsce, w którym nic złego się zdarzyć nie może. Spokój, cisza, stabilizacja. A jednak… Dzień w dzień, tuż nad ranem tę ciszę zakłóca czwarte sikanie Bożenki Kowalskiej. I choć wszystkich doprowadza ono do szału, to jednak oznacza pewną… stabilizację. Co jednak, gdy pewnego dnia owego sikania zabraknie?
Sabina od razu wiedziała, że coś jest nie tak. Jeszcze gorzej zrobiło się, gdy nie słysząc sikania swojej współlokatorki zobaczyła ją w łóżku. Nie dość, że bez parcia na pęcherz, to na dodatek bez ruchu, a co najgorsze bez oddechu i żadnych innych oznak życia. Zanim jednak Sabina zdążyła powiadomić pielęgniarki, ciało Bożenki zniknęło z ich pokoju. Czy naprawdę była martwa czy też wszystko się Sabinie przewidziało, a Bożenka zgodnie z wersją personelu faktycznie opuściła dom na własnych nogach pozostawiając po sobie wyłącznie list pożegnalny?
Czwarte sikanie Bożenki Kowalskiej to przezabawna komedia kryminalna, w której rolę samozwańczych detektywów wcielają się nieco choleryczna Sabina i jej dość nieporadny, ale wierny i oddany towarzysz Antoni. Wśród postaci drugoplanowych znaleźli się natomiast gruba kucharka podejrzana o dodawanie trucizny do potraw, nieco narwany pielęgniarz z upodobaniem do przemocy, lekarka tocząca nierówną walkę z nałogiem i cała plejada uroczych emerytów z krępą w szlafroku na czele.
Sama fabuła jest dość prosta, a przy tym nieco naciągania, odkrycie winnego schodzi jednak na dalszy plan, bo to książka, która ma dawać przede wszystkim rozrywkę, a tej dostarcza pod dostatkiem. Przerysowane postacie, mnóstwo żartów sytuacyjnych, absurd goniący absurd, to wszystko sprawia, że przy najnowszej powieści Galińskiego bawiłam się doskonale, słysząc w niej zresztą echa ukochanej Zośki Wilkońskiej, którą Sabina w sporej części przypomina. Były fragmenty, przy których parskałam ze śmiechu, były też takie które koniecznie musiałam przeczytać mężowi na głos, żebyśmy mogli pośmiać się razem. Cóż mogę powiedzieć… Czekam na obiecaną kolejną część z nadzieją na to, że będę się przy niej równie dobrze bawić.
Jacek Galiński, Czwarte sikanie Bożenki Kowalskiej, Kraków, Wydawnictwo Znak Jednym Słowem 2024
wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Znak Jednym Słowem