Spotkać Olivera Twista, Małego Księcia, panny Bennet i Annę Kareninę. Stanąć oko w oko z Shere Khanem i kapitanem Hakiem i… wyjść z tego cało. A w dodatku pod rękę z Werterem przemierzać kolejne powieści, a wreszcie wraz z nim wspiąć się na wieżę po warkoczu Roszpunki. Czy jest tu ktoś, kto nie marzył choć raz, by przenieść się na karty ulubionej powieści?


Ammy Lennox nagle dostaje tę możliwość. Jej matka miała siedemnaście lat, gdy uciekła z rodzinnego domu. Nigdy już miała tam nie wracać, a jednak pewne przykre wydarzenia, zmuszają ją i Amy do ucieczki i powrotu na pewną małą, szkocką wyspę, zamieszkaną przez zaledwie kilka osób. Wyspę, która skrywa niejedną tajemnicę.
A więc czternaście osób. To nie było mało. To było cholernie mało! W samym naszym bloku z Niemczech mieszkało z pięć razy więcej ludzi. Ta wyspa leżała na końcu świata i najprawdopodobniej robiła coś ze swoimi mieszkańcami. Coś, co albo ich tu zatrzymywało na zawsze, albo też przepędzało stąd, jak Alexis.Coś, czego na razie jeszcze nie rozumiałam*.
To, że Amy dopiero jako nastolatka poznaje swoją babkę, dowiaduje się, że ma wujka, a nawet odkrywa kto jest jej ojcem, z którego brakiem dawno już zdążyła się pogodzić, zdaje się naprawdę niczym w porównaniu z tym, jakie zdolności mają członkowie jej rodziny. Okazuje się bowiem, że Lennoxowie i drugi ród zamieszkujący wyspę, potrafią przenosić się do świata literatury, a ich zadaniem jest wybranie jednej książki i pilnowanie, by żaden szczegół fabuły się nie zmienił i wszystko w niej zawsze przebiegało według ściśle ustalonego porządku. Co się jednak stanie, gdy Biały Królik już nigdy więcej nie przebiegnie przed oczami Alicji, w Śnie nocy letniej nagle pojawi się śnieg, a Sherlock Holmes po prostu zniknie?
W zasadzie to już było… przenoszenie się do świata literatury, postacie z książek, które nagle muszą odnaleźć się w naszej rzeczywistości. Było, ale mimo tego ja się przy Strażniczce książek naprawdę doskonale bawiłam. Zresztą to tak już chyba jest, że te powieści, których bohaterowie swobodnie wędrują po świecie literatury, dla nas, książkoholików, zawsze będą fascynujące. Ja z ogromną ciekawością śledziłam losy Amy, z przyjemnością towarzyszyłam jej podróżom po kartach kolejnych książek i wraz z nią dzielnie tropiłam złodzieja pomysłów. I choć już na sam koniec autorka nieco moim zdaniem przekombinowała, to książkę Mechthild Gläser szczerze polecam, a Wertera w jej wersji po prosu kocham, ot co.
Mechthild Gläser, Strażniczka książek, Warszawa, Prószyński i S-ka 2016
*s. 91