Małżeństwo Peppiego i Anny było idealne. Tworzyli jedną z tych par, na które patrzy się z zazdrością, ale też z nadzieją na to, że może i nam uda się kiedyś taki związek stworzyć. Nic więc dziwnego, że kiedy po wielu udanych latach wspólnego życia Anna umiera, Peppi czuje się totalnie zagubiony. Nic dziwnego, że chyba właśnie przez to zagubienie i uczucie okropnej samotności, mimo otaczających go kochających osób, postanawia wrócić do miejsca, które dobrze zna, w którym zawsze czuł się bezpieczny. A to miejsce to Włochy i ukochana Villa San Giuseppe, mała mieścinka, gdzie Peppi zostawił najlepszego przyjaciela, który, kto wie… może wciąż na niego czeka i znów, po tylu latach, zmierzy się z nim w wyścigu kolarskim. A może da mu też coś znacznie cenniejszego?

Powieść Petera Pezzelliego to jeden z tak lubianych przeze mnie umilaczy wieczorów, przy którym cudownie spędzimy czas, może bez zachwytów i bez wielkich refleksji, ale za to spokojnie, wyciszająco i z uśmiechem na twarzy. Prosta historia, ostatecznie trochę niewiarygodna, ale kto by się tym przejmował, i postacie wzbudzające same ciepłe uczucia: powoli odzyskujący radość życia Peppi, porywcza i pełna ognistego temperamentu Lucrezia, Luca i Filomena, tworzący przesympatyczną i doskonale uzupełniającą się parę… Cudowna atmosfera słonecznych Włoch i bohaterowie, którzy skradną niejedno serce, czegóż chcieć więcej?
Dom w Italii to urocza powieść o miłości przychodzącej znienacka, bez względu na wiek czy dotychczasowe doświadczenia. O dawaniu drugiej szansy, nie tylko innym, ale przede wszystkim samemu sobie. O tym, żeby mimo całego zła, jakie nas w życiu spotkało, nie zamykać się na drugiego człowieka, bo piękne rzeczy przydarzają się na każdym kroku.
Peter Pezzelli, Dom w Italii, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 2011