Premiera 18 lutego!
Powinnam chyba zacząć od pogratulowania autorce. Więc gratuluję, bo coraz rzadziej zdarza mi się to przy książkach, a tym razem… czuję się psychicznie poturbowana.

Aneta i Wojciech Raczyńscy to para, której niejeden mógłby zazdrościć. Piękni jak z obrazka, stosunkowo młodzi, dobrze usytuowani, zarabiający znacznie więcej niż przeciętny Kowalski, świetnie dogadujący się w sypialni, jak i poza nią. W tym idealnym, tworzonym przez lata obrazku nagle zaczyna jednak czegoś brakować. Jest świetna praca, jest zadbane mieszkanie, jest dwójka, mimo upływu czternastu lat, zakochanych w sobie do szaleństwa osób, przydałoby się dziecko, prawda? W końcu taka kolej rzeczy. Ale co jeśli dziecko, mimo usilnych starań i coraz głośniej tykającego zegara biologicznego jakoś nie chce się pojawić? Cóż, wtedy rozpoczyna się walka z czasem, seks w sterylnych warunkach i z zegarkiem w ręku, a pragnienie dziecka powoli zaczyna przeradzać się w obsesję.
Już poprzednią książką Barbara Sęk udowodniła, że sięganie po trudne tematy nie stanowi dla niej żadnego problemu. Teraz tylko to potwierdziła, pisząc tym razem o niepłodności w związku. A zadanie to tym trudniejsze, że stawia się nie w roli kobiety, ale mężczyzny. Mężczyzny powoli ze swej męskości odzieranego, zagubionego, pragnącego spełnić obsesyjne pragnienia żony i nie zatracić w tym wszystkim samego siebie.
Niewiele wiem o niepłodności, nie mam więc pojęcia czy Barbara Sęk wiernie oddała realia, czy posługuje się poprawną terminologią, czy nie pomyliła się przy kwotach, czy nie dopuściła się jakichś przekłamań. Miłość na szkle sprawia wrażenie doskonale dopracowanej, wydaje mi się, że autorka naprawdę dobrze przygotowała się do tematu, ale szczerze? Nie obchodzi mnie to, bo nawet jeśli w którymś momencie rozminęła się z prawdą, to stworzyła bohaterów z krwi i kości, których historia porusza do głębi. Bardzo dawno nie wzruszyłam się przy żadnej książce, a tutaj popłakałam się już w połowie. Nad losem nie tylko dwójki głównych bohaterów, ale ludzi postawionych w podobnej sytuacji.
Historia Anety i Wojtka w wielu momentach zwyczajnie boli. Dosłownie, fizycznie. Widzimy ich łzy, słyszymy ich krzyk, odczuwamy ich paraliżującą bezsilność wobec problemu. To dwójka zagubionych osób, startujących z tej samej pozycji, którzy choć powinni walczyć wspólnie, w końcu zaczynają walczyć przeciwko sobie, wzajemnie się wyniszczając. Miłość na szkle to nie tylko ukazanie problemu niepłodności, to przede wszystkim wyczerpujące studium przypadku. Barbara Sęk odmalowuje przed nami silny, trwały, zdający się przetrwać wszystko związek, który nagle, postawiony w obliczu nieznanej dotąd trudności, zwyczajnie zaczyna walić się w gruzy. Związek, w którym wzajemną troskę i przywiązanie, zaczynają zastępować narastające pretensje, w którym wspólny cel zostaje zastąpiony przez ogromny egoizm i wzajemne niezrozumienie.
Barbara Sęk nie szczędzi swoich bohaterów. Na każdym kroku rzuca im kłody pod nogi, w każdej sekundzie stara się im wszystko utrudnić, a nagromadzenie nieszczęść w jej powieści jest tak wielkie, że w pewnej chwili sama miałam ochotę krzyknąć dość!, bo ile jeszcze człowiek może znieść? Ale przecież i w życiu częstokroć tak jest, że jak coś się zaczyna sypać, to nagle wali się wszystko wkoło.
Zdarzały mi się w trakcie lektury momenty, kiedy patrzyłam na Anetę i Wojtka nie jak na bohaterów książki, ale jak na… siebie i M., zastanawiając się co my byśmy zrobili, jaką decyzję my byśmy podjęli, wreszcie czy bylibyśmy w stanie przetrwać tak ciężką próbę. Miłość na szkle to powieść, która zmusiła mnie do przemyśleń, do zadania kilku niełatwych pytań, do spojrzenia na własny związek z zupełnie innej, nowej perspektywy. I to chyba powinno być najlepszą rekomendacją tej książki.
Miłość na szkle to książka mocna, odważna i prawdziwa. Polecam z całego serca i napisałabym, że czekam z niecierpliwością na kolejną powieść autorki, ale aż się boję czym jeszcze może mnie zaskoczyć następnym razem.
Barbara Sęk, Miłość na szkle, Warszawa, Świat Książki 2015