Długo czytałam tę książkę, ale po zakończeniu z całą pewnością stwierdzam, że każda poświęcona na jej przeczytanie minuta była tego warta.

Kapelusz cały w czereśniach to historia rodziny Fallaci, w której cofamy się aż do roku 1773 roku, do opowieści o Carlu Fallaci, pierwszym z przodków, o którym autorce udało się znaleźć jakieś informacje. To w tej historii, w pierwszej części książki pojawia się też postać Katariny, prostej chłopki, która postanawia wyjść za Carla tylko pod warunkiem, że nauczy on ją pisać i czytać, i która w dzień ich pierwszego spotkania miała na sobie właśnie tytułowy kapelusz.

Już ta pierwsza historia łapie za serce. Carlo i Katarina to prości ludzie, ale w obydwojgu z nich widać ogromną siłę, chęć zmiany swojego życia na lepsze i wolę walki o to, mimo przeciwności, których los im nie szczędzi.

Pozwolę sobie nie opisywać trzech kolejnych części, by nie odbierać nikomu przyjemności ich poznawania, delektowania się nimi. Napiszę tylko, że tą, która zachwyciła mnie najbardziej jest opowieść o Anastacii, kobiecie po której zresztą Oriana miała odziedziczyć swe imię i która zarazem stanowi i jej ulubioną bohaterkę. To właśnie ta opowieść szarpnęła mną najmocniej, przez to, że co chwilę zmieniały się moje odczucia, co do bohaterki. Raz gardziłam jej zachowaniem, decyzjami, niedojrzałym postępowaniem, by za chwilę podziwiać ją i czuć głęboki żal, że życie nie dało jej tego, czego tak bardzo od niego oczekiwała. 

Każda z czterech zamieszczonych w tym obszernym tomie części porusza, każda wywołuje emocje, każda w pewnym momencie sprawia, że mocniej zaciskałam zęby i mocno trzymałam kciuki za to, by bohaterom, ludziom przecież na wskroś prawdziwym, ułożyło się wszystko po mojej i ich myśli, choć podskórnie czułam, że będzie zupełnie inaczej. 

Fallaci poza dziejami swej własnej rodziny dużą wagę przywiązuje też do historii Włoch, z którą ta pierwsza nierozerwalnie się łączy. Dla nas, prawdziwym smaczkiem zaś, powinno się okazać to, że jeden z pradziadków autorki pochodził z Polski, znajdzie się więc w Kapeluszu... także mały, bo mały, ale jednak, wycinek historii naszego kraju.

W całej powieści, łączącej się też w pewnych momentach z elementami reportażu czy biografii, widać ogromny szacunek, jakim Fallaci darzy swoich przodków, choć przecież znaczącej większości z nich nie mogła poznać. Widać dumę z tego kim jest i od jakich ludzi się wywodzi, choć momentami potępia ich zachowanie.

Żałuję, że nie było dane Fallaci dokończyć swego dzieła. Żałuję, że nie poznam dalszej historii babci Giacomy i dziadka Antonia. Żałuję, że nie poznam opowieści o rodzicach Oriany i nie będę świadkiem zniszczenia słynnej skrzyni Indelbrandy, o której autorka tyle razy wspomina i która jest właściwie sprawcą całej powieści. Żałuję, a jednocześnie tli się we mnie mała iskierka nadziei, że może ktoś kiedyś odnajdzie sporządzone ręcznie notatki, w których zapisana jest dalsza część tej fascynującej opowieści.

Recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

Oriana Fallaci, Kapelusz cały w czereśniach, Kraków, Wydawnictwo Literackie 2012.