Nigdy nie przestanę podziwiać ludzi takich jak autorzy reportaży zawartych w tych zbiorze. Mój szacunek dla tego co robią jest ogromny. Nigdy nie przestanę się zastanawiać skąd się w ludziach bierze taka siła i determinacja, skąd w nich tyle zaparcia, by zdobyć to co niezdobyte, by mimo różnych przeszkód dopiąć swego celu.
Adventure to zbiór siedemnastu reportaży. Reportaży o niesamowitych przygodach i niesamowitych ludziach. Mamy tu więc spływ Wisłą, od Warszawy aż do Gdańska na własnoręcznie zbudowanej tratwie, pobijanie rekordu w szybkości zdobywania polskich szczytów, przeprawę przez gąszcz afrykańskiej dżungli, wyprawę autostopem dookoła świata i rowerem po Patagonii, zdobycie niezdobytego dotąd himalajskiego szczytu czy oczekiwanie na pojawienie się kapryśnej zorzy polarnej.
Niejednokrotnie podczas lektury przychodziło mi na myśl pytanie: i po co to komu?. Choroby wysokościowe, problemy z żołądkiem, strach, zmęczenie i wycieńczenie. To wszystko towarzyszy bohaterom zawartych w tym zbiorze tekstów. To wszystko plus zapewne niesamowita satysfakcja z osiągnięcia tego, co nieosiągalne, z dopięcia swego, z przezwyciężenia własnych słabości. Satysfakcja, której ja pewnie nawet w połowie nie mogę sobie wyobrazić, a co dopiero kiedykolwiek ją poczuć. Zazdroszczę im wszystkim i każdemu z osobna, zdając sobie jednocześnie sprawę, że siedzi we mnie zbyt wielki leń i tchórz, żeby zdobyć się na wyściubienie nosa poza swe przytulne mieszkanko.
Niestety mam jeden poważny zarzut co do tej pozycji. Od samego początku, od pierwszego reportażu wydawało mi się, że czegoś tu brakuje, że większość z nich (choć nie wszystkie!) jest jakaś niepełna, jakby okrojona, bo momentami okazywało się, że poszczególne akapity niewiele mają ze sobą wspólnego. Pewności nabrałam dochodząc do tekstu Roberta Maciąga, który okazał się po prostu fragmentami z jego debiutanckiej książki. W miarę nieźle dobranymi i skomponowanymi, ale jednak tylko fragmentami. To okrojenie tekstów do niezbędnego minimum nie wyszło im na dobre, wręcz przeciwnie – sprawiło, że żaden z nich niczym się nie wyróżnia, nie zapada w pamięć, nie zostaje na dłużej. Emocje towarzyszące lekturze też są jakby mniejsze, bo jak wczuć się w klimat zimowej Rosji czy niebezpiecznych himalajskich szczytów, kiedy musimy się z nim pożegnać już po kilku stronach?
Na pochwałę zasługuje za to samo wydanie książki. Kredowy papier, szycie, mnóstwo, po prostu całe mnóstwo fotografii (momentami nawet wydaje się, że więcej tu zdjęć niż tekstu), a przy tym stosunkowo niewysoka cena.
Adventure to taka wyprawa po najpiękniejszych zakątkach świata, podczas której dużo widzimy, dużo odkrywamy, bez wytchnienia przeskakujemy z miejsca na miejsce, ale tak naprawdę niewiele z tego pamiętamy, nie przywozimy z niej żadnych wspomnień ani pragnienia powrotu. Po drugą część reportaży, której premiera zbliża się wielkimi krokami, raczej już nie sięgnę, ale większość nazwisk pojawiających się na kartach pierwszej zapamiętam. Będę wypatrywać ich na okładkach książek, jako jedynych autorów, ciekawa tego, jak wiele są w stanie osiągnąć ci ludzie.
Recenzja opublikowana na kobieta20.pl
Adventure. 17 niesamowitych wypraw, Warszawa, Wydawnictwo G+J 2011.