Jones, niepozorny, niestarzejący się mężczyzna, zawsze tak samo ubrany, zawsze w towarzystwie wysłużonej walizki, zawsze pojawiający się znikąd, wtedy gdy jest najbardziej potrzebny i znikający równie niepostrzeżenie, któregoś dnia pojawia się w życiu Andy’ego. A dzień ten do najlepszych na pewno nie należy, bo Andy powoli staje na granicy załamania. Stracił obydwoje rodziców, mieszka na plaży, nie ma przy sobie przyjaciela, który mógłby cierpienie ukoić, a co najgorsze nie widzi przed sobą żadnej przyszłości.  I wtedy pomocną dłoń wyciąga właśnie Jones, który doradza młodemu człowiekowi spojrzenie na właśne życie z zupełnie innej perspektywy, a dodatkowo zostawia mu trzy biografie znanych osobistości, które będą miały znaczący wpływ na dalsze postępowanie Andy’ego.

Cała powieść stanowi zgraną całość, z tym, że wydaje mi się, że równie dobrze można ją czytać fragmentami, wybierając dla siebie te rozdziały, które akurat, w danym momencie są nam najbardziej potrzebne. Mnie wyjątkowo spodobał się rozdział dotyczący małżeństwa, które po kilkudziesięciu latach zdecydowało się na rozwód, w którym to Jones dokonuje podziału ludzi, ze względu na sposób w jaki okazują oni miłość. Myślę, że do tego właśnie rozdziału zdaży mi się jeszcze wrócić nieraz, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że ja i M. należymy do zupełnie różnych grup i dotarło do mnie, że może to właśnie tu tkwi problem i przez to tak ciężko jest nam się czasem porozumieć.

Andy Adrews stara się nam przekazać te podstawowe prawdy znane chyba od zawsze, ale nie robi tego w sposób typowo poradnikowy i chwała mu za to. Poprzez wprowadzenie postaci Jonesa i stylowi, w jakim utrzymana jest powieść, książka staje się całkiem niezłą powieścią, którą czyta się szybko i przyjemnie tylko od czasu do czasu uświadamiając sobie, że odnajdujemy się w tej czy innej postaci, w jej błędach i porażkach. I mimo tego, że z góry wiedziałam co Jones jej doradzi, bo znam te reguły przecież od dziecka, bo codziennie jest mi wpajane to jak powinnam żyć, jak i co zmienić, żeby i ludziom wokół mnie było lepiej, i właściwie sama mogłabym się w takiego Jonesa zabawić, bo zawsze łatwiej jest tych rad udzielać, a na codzień tak ciężko jest mi się do tego stosować.

A ponieważ otrzymałam dwa egzemplarze kiążki i zobowiązałam się przekazać jeden z nich osobie, która jest mi bardzo bliska to chyba łatwo się domyślić, że powędruje on do mojego M., mojego prywatnego mistrza, mojego najlepszego przyjaciela, mojego światełka w tunelu, który cierpliwie i dzielnie stąpa przy mnie każdego kolejnego dnia, tak już od kilku lat. Za to, że jest zawsze gdy tego potrzebuje i potrafi przez parę godzin zrezygnować ze wszystkiego innego i siedzieć przy mnie tylko, że popsuł mi się humor z zupełnie błahego powodu.

Ocena: 4,5/6

Andy Adrews, Mistrz, Kraków, Otwarte, 2010.