Nie jestem nawet w stanie zliczyć ile razy marzyłam o talii osy, ile razy chciałam przejść na dietę, ile razy leżąc wieczorem w łóżku obiecywałam sobie, że od jutra to już na pewno się za siebie wezmę i zacznę ćwiczyć. Oczywiście te obiecanki kończyły się zawsze na dziesięciu brzuszkach, zresztą po takim wysiłku trzeba przecież natychmiast uzupełnić zapasy energii. Nie, nie ma we mnie samozaparcia, silnej woli, nie umiem odmówić sobie rzeczy, które po prostu lubię. Tyle na mój temat.

Dlatego właśnie pomyślałam sobie, że Baleronowa ponad wagą może być doskonałą rozrywką. Co prawda została mi ona niemalże natychmiast wyrwana z rąk przez rodzica utożsamiającego się prawdopodobnie z panem Baleronem, ale po odzyskaniu zadanie swe spełniła doskonale i zapewniła uśmiech pod nosem na kilka godzin.

Baleronowa jednak wbrew pozorom nie jest książką o odchudzaniu, a przynajmniej nie tylko o nim, treść nie kręci się wyłącznie wokół wagi, choć na to mogłyby wskazywać tytuły rozdziałów, jakże zabawne swoją drogą. To opowieść trzydziestoletniej kobiety o problemach życia codziennego. O wadze, o pms-ie, o sprzeczkach z ukochanym mężczyzną, czyli tym wszystkim, z czym zmaga się każda z nas. A wszystko to podany w sposób zabawny i lekkostrawny. 

Ze swojej strony polecam, zwłaszcza teraz, na wakacje.

Ocena: 4,5/6

Anna Ślęzak, Baleronowa ponad wagą, Warszawa, Wydawnictwo Nowy Świat, 2010.