Firmin: Przygody wielkomiejskiej szumowiny / Sam Savage ; przeł. Radosław Nowakowski ; il. Fernando Krahn. – Kraków : Wydaw. Literackie, 2009. – 204, [4] s. ; 20 cm. – ISBN 978-83-08-04314-1

Życie szczura jest krótkie i bolesne, bolesne, ale szybko się kończy, a jednak kiedy trwa, wydaje się długie.

Proszę, spójrzecie na tę okładkę i powiedzcie czy ten biedny, wyliniały, wygłodzony, wyniszczony, wymęczony, zmarnowały szczur nie budzi Waszej litości? Czy nie sprawia, że macie ochotę chwycić za książkę i przeczytać ją choćby po to, by dowiedzieć się co jest powodem tego wielkiego smutku? Ja miałam. Więc chwyciłam, przeczytałam, i niestety, moja litość stopniowo znikała, a przy lekturze momentami zaśmiewałam się do łez. Przepraszam, próbowałam się powtrzymać, naprawdę, ale nie mogłam. Co wcale nie znaczy, że śmiałam się do końca, bo nie, niestety koniec nie był zbyt kolorowy i znów wróciło moje współczucie dla biednego szczurka, i chyba nie tylko niego, ale też dla ludzi, a może właśnie przede wszystkim dla nich.

Firmin urodził się w latach 60., w Bostonie, w piwnicy starego antykwariatu, który na miejsce rozwiązania wybrała jego wiecznie pijana matka, moczymorda, jak sam ją nazywa (tu było pierwsze parsknięcie śmiechem ;)). Urodził się jako trzynaste dziecko, a ponieważ jako najsłabszy w rodzinie nigdy nie był w stanie dopchać się do źródła pożywienia, musiał zacząć żywić się tym czego w antykwariacie zawsze pod dostatkiem, czyli książkami. Początkowo bezmyślnie je przeżuwając, byle tylko nasycić żołądek nie dostrzegał artystycznych walorów powieści, lecz z biegiem czasu zaczął zapoznawać się z dziełami twórców takich jak Nabokov czy Joyce.

Pozwalałem książkom przedostawać się do moich marzeń, a czasami moje marzenia wprowadzałem do książek.

Czyż nie brzmi znajomo?

Odrzucony przez rodzinę, traktowany jak dziwak przez inne szczury postanawia resztę życia spędzić w antykwariacie, czytając, obserwując pracę sprzedawcy, a przy tymobdarzając go wielką, nieodwzajemnioną miłością, wieczory urozmaicając sobie wypadami do kina, by po północy móc pooglądać parę filmów z wyginającymi się ślicznotkami.

Przesympatyczne szczurzysko przeżywa jednak zawód miłosny, Norman okazuje się zupełnie innym człowiekiem niż mogłoby się wydawać, Firmin zostaje ofiarą wypadku, znajduje przyjaciela i marzy, wciąż marzy o tym, żeby potrafić mówić, albo chociaż pisać, by móc komuś w końcu pokazać, że wcale nie jest zwykłym szczurem jakich wiele.

Polubiłam go, naprawdę i szczerze. Polubiłam jego biedny pyszczek, polubiłam przytaczanie przez niego co lepszych fragmentów właśnie czytanych dzieł, podobała mi się jego gra na miniaturowym fortepianiku, prezencie od przyjaciela, cierpiałam razem z nim, gdy było źle, śmiałam się, gdy było dobrze, ale najbardziej spodobało mi się to jak w prostych słowach, krótkich zdaniach potrafił przekazać całą prawdę o nas, ludziach.

Jerry mawiał, że jeśli nie chcesz przeżyć swojego życia jescze raz, to znaczy, że je zmarnowałeś. Nie wiem. Chociaz uwazam sie za szczesciarza, gdyz przezylem moje zycie tak, jak przezylem, nie chcialbym byc takiem szczesciarzem po raz drugi.

Ocena: 4,5/6