Cela: Odpowiedź na zespół Downa / Anna Sobolewska. – Wyd. 2 popr. i uzup. – Warszawa: Wydaw. W.A.B, 2009. – 300, [4] s., [40] s. tabl. kolor. : il. ; 21 cm. – ISBN 978-83-7414-531-2
Być może my wszyscy, ludzie “normalni” także istniejemy naprawdę tylko dzięki kontemplacji? Kręcąc się w kołowrocie dnia powszedniego, nie nadążamy z niczym. Żyjemy w rozproszeniu; ludziom i rzeczom poświęcamy jedną setną tej uwagi, która im się należy. Dręczą nas książki nieprzemyślane, sprawy nierozpatrzone, nawet najpiękniejsze wspomnienia blakną, rzadko przypominane. Wszystko nam się wymyka – i świat, i własne „ja”. Zdarzają się jednak chwile, kiedy istniejemy tu i teraz w zgodzie z sobą i z czasem.
Cela: odpowiedź na zespół Downa już od dawna znajdowała się na mojej liście do przeczytania. Nic więc dziwnego, że widząc ją wreszcie dostępną na bibliotecznej półce rzuciłam się jak najszybciej, bojąc się, żeby nikt mi jej nie wyrwał z ręki. Właśnie, mam jednak jakieś nieodparte wrażenie, że może nie było aż tak warto, że może za długo na nią czekałam i może dlatego miałam zbyt wygórowane oczekiwania. Spodziewałam się raczej opisu życia codziennego dziewczynki, i w ogóle jakoś tak miałam nadzieję, że w książce o Celi więcej będzie… Celi. Anna Sobolewska podeszła do tematu bardziej naukowo, moim zdaniem może za bardzo, wyjaśniając czytelnikowa czym w ogóle zespól Downa jest, bardzo długo rozpisując się na temat szkół zarówno specjalnych jak i intregracyjnych, często przytaczając wypowiedzi psychologów, pedagogów czy rodziców innych upośledzonych dzieci, i mam wrażenie, że gdzieś w tym wszystkim rozmija się ona trochę ze swoim celem.
Z jednej strony chciałaby ona chyba, by Celę traktowano jak normalnego, w pełni sprawnego człowieka. I faktycznie, gdy czytałam o epizodach z życia Cecylki, gdy Anna przytaczała zdania wypowiadane przez swoją córeczkę to mimowolnie na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Miałam wrażenie, że czytam o dziecku jak każde inne, może trochę bardziej dziecinnym, ale jednak normalnym. Jest jednak ta druga strone, w której autorka może nieświadomie, ale jednak zaprzecza sama sobie, udowadniając, że Cela wcale nie jest jak inne dzieci, że jest inna, obca, że wymaga specjalnego traktowania i uważniejszej uwagi. Skoro ona sama nie do końca wie, jak powinno się traktować jej córkę, osobę z zespołem Downa, z która przebywa przecież na codzień, skąd ma to wiedzieć zwykły, szary człowiek, który nie ma styczności z takimi ludźmi? Z tego pytania wyłania się mój kolejny zarzut pod adresem autorki, która kieruje, troszkę moim zdaniem nieuzasadnione, pretensje do polskiego społeczeństwa, dotycząca tego (nie tylko, ale to akurat najbardziej utkwiło mi w pamięci), że odwracamy wzrok na widok ludzi upośledzonych. Faktycznie, ja też odwracam wzrok, ale o dziwo nie tylko na widok osób chorych i raczej nie dlatego, żebym przed czymkolwiek uciekała. Po prostu nauczono mnie, zresztą w swej naiwności wierzę, że nie mnie jedną, że niegrzecznie jest się wgapiać w drugą osobę, stojąc czy siedząc naprzeciwko siebie w tramwaju, sklepie czy w ogóle gdziekolwiek. I sama też strasznie nie lubię być lustrowana od stóp do głów, od razu zaczynam poprawiać wszystko i zastanawiać się czy przypadkiem na policzku nie pozostała mi pasta po porannej toalecie. Podsumowując wydaje mi się, że każdy z nas nie lubi ani się wgapiać ani być ofiarą wgapiania i nie zależy to absolutnie od stopnia upośledzenia.
Swoją drogą ciekawa też jestem jaka Sobolewska była przed urodzeniem Cecylki, czy sama dostrzegała ludzi z Downem, czy tak chętnie się do każdego z nich uśmiechała i zaczynała rozmowę, jak teraz tego oczekuje od innych ludzi. Tym samym interesuje mnie czy faktycznie ma prawo oceniać nas, ludzi nieświadomych, bo nie obcujących na codzień z osobami chorymi.
Książkę polecam, mimo wszystko skłania do zastanowienia się nad własnym zachowaniem.
Ocena: 4,5/6