Z powodu nie tak dawnej premiery filmu i kolorowego czytania, a także dlatego, że znalazłam ją w bibliotece postanowiłam i ja zapoznać się z „Wojną polsko-ruską pod flagą biało-czerwoną”. Opinie na jej temat nie są zachwycające, nie zachęcają ani trochę, ale przecież musiałam przekonać się sama.
No i klapa. Zawiodłam się strasznie, mimo że i tak nie nastawiałam się na zbyt wiele. Dla mnie monolog Silnego to jakiś zupełny bełkot. Jego podejście do kobiet po prostu mnie załamuje. Do kobiet, do miłości, zresztą do życia w ogóle. Jakie mam szczęście, że nie muszę przebywać z ludźmi jego pokroju. Że szczerze mówiąc, w ogóle nie znam takich ludzi.
W książce właściwie, żeby nie skłamać, nie dzieje się nic. Mdłe to i nudne. Podboje Silnego nie są ani trochę interesujące. I w dodatku ten język, który wymęczył mnie niesamowicie. Może gdybym była równie naćpana jak Silny lepiej by mi to wchodziło. Niestety moim zdaniem pani Masłowska niewiele miała do przekazania, a nawet jeśli miała cokolwiek to zupełnie tego przekazać nie potrafiła.

Ocena: 1,5/6 (a to pół za rozmowy Silnego z dżordżem, głupie to jak nie wiem, ale jakoś nie potrafiłam się nie uśmiechnąć ;))