Miało być fascynująco, miało być realistycznie, miało zachwycić tak jak Pojutrze. 2012 nie spełnił żadnego z tych warunków. Ale film tak chwalony, no wiadomo trzeba obejrzeć, a że nie było się w kinie, pozostaje internet. I teraz już sama nie wiem czy moje rozczarowanie to wina reżysera, komputera, czy kogoś kto umieścił złą kopię. A może w ogóle powinnam to to oglądać w 3D, może wtedy film zrobił by na mnie faktycznie wrażenie. W tej chwili mogę powiedzieć jedno: beznadzieja. Z jakiej winy, nie wiem, ale wydaje mi się, że film dobrze zrobiony powinno się dobrze oglądać w każdych warunkach.

2012 został oparty na znanym dobrze nam wszystkich teoriach końca świata, których według przepowiedni ma nastąpić właśnie w 2012 roku. Na ziemi zwiększa się częstotliwość katastrof, płyny w skorupie ziemskiej niebezpiecznie zwiększają swą temperaturę, wszystkie lądy prędzej czy później zniknają z powierzchni ziemi, a przetrwać mogą tylko wybrani, najlepsi, a raczej należało by napisać najbogatsi. Tyle o fabule, bo więcej na jej temat nawet nie chce mi się rozpisywać. Co do wykonania początkowo film naprawdę mi się podobał, zapowiadał się całkiem nieźle, naprawdę myślałam, że dostanę coś podobnego do wspomnianego już przeze mnie Pojutrza, a dostałam mocno przesadzone sceny i właściwie nie wiem co tak naprawdę skłoniło mnie do oglądnięcia tego filmu do końca, może zwykła ciekawość, a może nadzieja na to, że pokażą w końcu coś co sprawi, że otworzę szeroko buzie i powiem głośne łał. Nie doczekałam się, niestety. Zobaczyłam za to człowieka wychodzącego cało po zderzeniu z chmurą uderzeniową wulkanu, którego powinno właściwie zmieść z powierzchni ziemi, jadący z zawrotną prędkością samochód, mimo że przed chwilą trafiła w niego kula lawy z wulkanu, faceta wychodzącego cało i zdrowo z samochodu, pod którym chwile wcześniej rozstąpiła się ziemia, och, i moje ulubione, samolot wylatujący dosłownie w ostatniej chwili, a nawet chwilę po ostatniej chwili z wielkiej, obrzydliwie czarnej chmury pyłu wulkanicznego. Dla mnie to jednak trochę za dużo.

I oczywiście zdaję sobie sprawę, że to film, że główni postacie muszą przeżyć choćby nie wiem co, a film ten opierał się głównie na efektach specjalnych, ale momentami zastanawiałam się czy oglądam naprawdę film o końcu świata czy o superbohaterach. Szczerze mówiąc nadal nie wiem.

Ale żeby nie było, że tylko narzekam to dodam, że było parę scen naprawdę wartych uwagi, doskonale moim zdaniem zrobionych, tyle, że niestety biorąc pod uwagę długość całego filmu było ich naprawdę niewiele.

Ocena: 1,5/6